Po której stronie barykady?

Nowy numer kwartalnika „Myśl.pl” (nr 15, jesień 2009) poświęcony jest tematycznie kwestii dawnych Kresów Wschodnich RP. Blok materiałów jest rzeczywiście imponujący i bardzo ciekawy, jednak widać wyraźne pęknięcie w opiniach czołowych publicystów pisma.

To zresztą nie jest tylko cecha tego numeru – „Myśl.pl” szuka od pewnego czasu własnej formuły ideowej, która byłaby czymś nowym, świeżym, byłaby zakwestionowaniem dogmatycznie pojętego „giertychizmu”. To zbożny cel, tyle tylko, że pismo zbyt blisko zbliża się ideowo do obozu politycznego, który jest jak najdalszy od myśli narodowej. Przyznam, że czytając niektóre teksty nie widziałem różnicy np. z „Nową Europą Wschodnią”, będąca ekspozytura współczesnego prometeizmu i antyrosyjskiego mesjanizmu.

Myśl.PL

Myśl.PL

Ale ad rem. Bartłomiej Królikowski i Sylwester Chruszcz w tekście „Kresy jutra” dokonują krytycznego rozrachunku z polską polityka wschodnią, także na odcinku białoruskim. Tymczasem parę stron dalej Karol Kaźmierczak podejmuje się, nieraz emocjonalnie, obrony najbardziej skandalicznego epizodu tejże polityki, jakim była „Operacja Andżelika Borys”. Czytamy tam:

„Demaskowanie roli Kruczkowskiego jest o tyle ważne, że frazeologia, którą Kruczkowski „skroił” dość udatnie pod polskiego czytelnika z kręgów narodowych i konserwatywnych, a której propagowaniem, z uporem godnym lepszej sprawy, od lat zajmuje się redaktor Engelgard na łamach „Myśli Polskiej”, niestety zdobywa sobie w tych kręgach zwolenników. Sednem tej masochistycznej teorii jest teza, jakoby całe zło, jakie spotyka białoruskich Polaków i działaczy Związku Polaków na Białorusi wynikało wyłącznie z ich błędów i przewin wobec łukaszenkowskiego porządku, który sam z siebie się nimi nie interesuje. A wystarczy „nie politykować” i Związek będzie mógł działać całkowicie swobodnie, polskość na Białorusi będzie rosła w siłę, a Polakom będzie się żyło dostatniej – parafrazując klasyka. Nie chcę tu analizować motywów Kruczkowskiego, moim zdaniem nie są on szczerze wyrażane, skąd jednak taka postawa u redaktora naczelnego „Myśli Polskiej”?”

Jak widzimy, autora niepokoi nasze stanowisko w tej sprawie. A niby jakie ma być? Obsesja na punkcie Kruczkowskiego, który jakoby nie dbał o polskość na Białorusi i w dodatku miał podejrzane kontakty z władzami w Mińsku, jest czymś zdumiewającym. Autor chyba zapomina, że Polscy na Białorusi są obywatelami państwa białoruskiego, a nie polskim, w tym kontekście dobre kontakty z władzami własnego kraju są obowiązkiem takiego działacza. Kaźmierczak nie chce też pamiętać, że „Operacja Andżelika Borys” była robiona na zamówienie w ramach szeroko zakrojonej akcji administracji amerykańskiej „krzewienia wolności na wschodzie”. Nie chcę wysuwać dalszych wniosków na temat kto i przy pomocy jakich metod (ze strony polskiej) to realizował. Być może kiedyś ujrzy to światło dzienne. Nie chcę wdawać się w spekulacje, jakich niestety autor artykułu, piszcząc o Kruczkowskim, nie unika. Autor woli też nie wspominać o totalnej klęsce tej operacji i szkodliwym rozbiciu społeczności polskiej na Białorusi. No i nie pisze jeszcze o jednym – o istnieniu haniebnej „czarnej listy” z wykazem nazwisk działaczy polskich „niepożądanych na terytorium RP ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa państwa”. To taki akt zemsty za to, że plan się nie powiódł.
Kuriozalne jest zakończenie artykułu Kaźmierczaka:

„Aleksander Łukaszenko oparł swoją dyktatorską władzę na systemie neosowieckim. Skala represyjności jest oczywiście nieporównywalna: kilku-, kilkunastodniowe areszty lub kilkusetdolarowe grzywny to coś zupełnie innego niż plutony egzekucyjne, łagry czy „psychuszki”. Jednak dążenie do omnipotencji państwa, do kontrolowania za pośrednictwem biurokratycznej administracji płaszczyzny nie tylko politycznej, ale i społecznej, czy ekonomicznej, pozostaje to samo. W tym kontekście samo to, że Związek Polaków był organizacją samorządną, autonomiczną i posiadającą niezależne źródła finansowania było dla władzy wystarczającym powodem do represji – czy działacze związkowi politykowali czy nie, to nie miało większego znaczenia. Należy wiedzieć, że podobnie jak w Związku Radzieckim, władzy Łukaszenki towarzyszy jedna monopolistyczna ideologia, czerpiąca wprost z sowieckiej mitologii politycznej”. Niestety, tekst godny „Gazety Wyborczej” i samego Adama Michnika.

Ten artykuł to nie wszystko – mamy też wywiady z reprezentantem Białoruskiego Frontu Narodowego i innymi przedstawicielami opozycji białoruskiej. Mamy też ubolewania nad tym, że „problem UPA” stał się głównym tematem stosunków polsko-ukraińskich, jak również biadania nad upadkiem jawnie antyrosyjskiego programu Partnerstwa Wschodniego. To tylko potwierdza wcześniejszą diagnozę, że część publicystów „Mysl.pl” jest po drugiej stronie barykady, czyli po stronie obozu „jagiellońskiego”, czy jak kto woli mesjanistyczno-prometejskiego.

Natomiast znakomity i godny polecenia jest tekst dr. Wojciecha Turka, biografa Wojciecha Wasiutyńskiego pt. „Jaka powinna być polityka polska?”. Autor kreśli dzieje myśli narodowej, ale najciekawsze są jego przemyślenia na temat współczesności. Pisze:

„Po uznaniu przez Niemcy granicy na Odrze i Nysie, a także pozytywnej roli, jaką państwo to odegrało w procesie poszerzania Unii Europejskiej, nie znajduję poważnych argumentów przemawiających przeciwko dążeniu do zbliżenia Polski z tandemem niemiecko-francuskim, ze szczególnym uwzględnieniem sojuszu francusko-polskiego. Problem relacji polsko-niemieckich wymaga – rzecz jasna – przeprowadzenia dogłębnej analizy. Kiedy formułuje się poglądy o “zagrożeniu” niemieckim, należałoby wykazać, że strona polska wykazywała chęci i dobrą wolę współdziałania polsko-niemieckiego. Dla przykładu, podnosząc problem gazociągu północnego, który ewidentnie stanowi zagrożenie dla polskiego interesu narodowego, należałoby najpierw przeanalizować, czy była wcześniej możliwość poprowadzenia gazociągu przez terytorium Polski i jakie było wówczas stanowisko rządu (rządów) polskich wobec tego zagadnienia. To jest warunek sine quo non obiektywnej oceny problemu. Można mieć pretensje do Niemiec, że zamiast budować gazociąg przez Polskę, budują sieć prowadzącą po dnie Bałtyku, ale czy można mieć pretensje do tego kraju, że buduje sieć omijającą Polskę, ponieważ Polska nie chciała wcześniej gazociągu tranzytowego przechodzącego przez jej terytorium? Z kolei, bardzo ważny – z punktu widzenia „szkoły” endeckiej – fakt, iż Niemcy do ostatniej chwili wstrzymywały się z ostatecznym uznaniem granicy na Odrze i Nysie i były nakłaniane przez Stany Zjednoczone, aby to uczyniły, należałoby skonfrontować ze źródłami wskazującymi na brak jednoznaczności w polityce ówczesnego rządu Tadeusza Mazowieckiego wobec Niemiec”.
Problem poruszony przez autora, przedefiniowania stanowiska polskiego (także narodowego) w stosunku do Niemiec i Europy, ale także i Rosji – wymaga poważnego potraktowania i dalszej dyskusji.

Jan Engelgard
„Myśl.pl”, nr 15/2009, ss. 120
Nr 43 (25.10.2009)

Zostaw komentarz