Ukraina bliżej Rosji

Wiktor Janukowycz rozpoczął urzędowanie od dwóch wizyt zagranicznych: w Brukseli i w Moskwie. Obie odbyły się w krótkim odstępie czasu, a zestawienie tematów i wygłoszonych deklaracji nie pozostawia złudzeń, na czym będzie polegać nowa polityka Kijowa. W stolicy Unii Europejskiej padło wiele pięknych słów o wspieraniu Ukrainy w jej europejskich aspiracjach.

-
-

Słusznych zachęt do wprowadzania reform i pochwał za trzymanie się demokratycznych procedur. Ale żadnych konkretów. Partnerstwo Wschodnie, na które przyznano 800 mln euro z podziałem na sześć krajów, już wcześniej zostało wyśmiane przez dyplomację ukraińską, jako nieadekwatne do oczekiwań i potrzeb. Złagodzenie reżimu wizowego też jest mglistą obietnicą. Nic dziwnego, że Janukowycz odwdzięczył się deklaracją, że zamiast euroromantyzmem będzie się kierował europragmatyzmem. Dał jasno do zrozumienia, że nie ma złudzeń. Przez pięć lat „pomarańczowi” nie zrobili nic, poza słowami, aby realnie przybliżyć swój kraj do zachodnich sąsiadów. Teraz sytuacja gospodarki i państwa jest w tak złym stanie, że ratunku trzeba szukać, gdzie indziej.

W odróżnieniu od propagandowej wizyty w Brukseli rozmowy Janukowycza w Moskwie miały bardzo konkretnych charakter. Deklaracje o wycofaniu wniosku o przystąpienie do NATO, pozytywna perspektywa dla kontynuacji umowy na stacjonowanie na Krymie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, poparcie dla rosyjskiej koncepcji nowego systemu bezpieczeństwa europejskiego, gotowość oddania kontroli nad przesyłem gazu – to wszystko bardzo konkretne kwestie, z najwyższej półki wagi spraw. Janukowycz i jego zaplecze polityczno-biznesowe doskonale zdaje sobie sprawę, że tylko Rosja może mu realnie pomóc lub zaszkodzić w szybkiej naprawie sytuacji gospodarczej. Wystarczy choćby zgoda na obniżkę ceny gazu i otwarcie rynku rosyjskiego na ukraińską produkcję.

Ale z tego zdaje sobie sprawę także Kreml i nauczony wcześniejszymi doświadczeniami nie pali się z pomocą. Obietnice Janukowycza to za mało. Władimir Putin wyraźnie powiedział jaka jest cena pomocy – przystąpienie do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. Póki co z ekipy Janukowycza dochodzą głosy, iż na to zgody nie ma, ale wszyscy już wiedzą, że nie będzie innego wyjścia. To tylko kwestia czasu i skutecznych negocjacji. Ukraina zacieśni współpracę gospodarczą i polityczną z Rosją oraz pozostałymi krajami WNP, bo taki jest porządek rzeczy.

Droga Janukowycza do Brukseli, a tym bardziej do Moskwy, nie prowadzi przez Warszawę. Nasza dotychczasowa koncepcja budowania relacji z Ukrainą na zasadzie głębokiej ingerencji w wewnętrzne sprawy poniosła spektakularną klęskę. Wypadliśmy z kolejki, musimy iść na jej koniec i wszystko zaczynać od początku.

Bogusław Kowalski

Komentarze: (4)

 

  1. Piotr Polak Prawdziwy. pisze:

    Ukraina to POLSKIE WPŁYWY i w żadnym wypadku rosyjskie! Co rosjanie mają do Ukrainy?!

  2. Dzisiejsze pojęcie Ukrainy wymyślił życzliwy zresztą Polsce i Polakom Taras Szewczenko.
    Jest to sztuczny twór, który na dłuższą metę nie ma szans na przetrwanie, nie tylko z uwagi na różnice narodowościowe, ale przede wszystkim – cywilizacyjne.
    Dla Rosjan Kijów to święte miasto – matka wszystkich ruskich grodów i nigdy z niego nie zrezygnują, a cała praktycznie wschodnia Ukraina to Rosjanie, żywiący wyjątkowa wprost nienawiść wobec mieszkańców dawnej Galicji.
    Zachęcam do lepszego wgłębienia się w historię.

  3. Arkadiusz Łygas pisze:

    Ukraina to 19 obwodów(województw),pozostałe to Polska Wschodnia.Więc Ukraina jest bliżej Rosji,a Polska Wschodnia bliżej Polski.

  4. Historycznie Ukrainą nazywano skrajne wschodnie ,,ukrainne” województwa w obrębie dawnej Rzeczypospolitej. Dosyć szybko je utraciliśmy i podległy one całkowitej rusyfikacji. Poza tym, tamtejsza ludność była inna, niż Rusini z Galicji, których ja dla uszanowania ich historii nazywam Haliczanami.
    Gdyby nie wpierw krwawe walki w latach 1918/19 zainspirowane oczywiście przez austriackich Niemców, potem rażące błędy sanacyjnej administracji, a na koniec bestialskie ludobójstwo UPA, być może inaczej byśmy dziś rozmawiali. Jakieś dziesięć lat temu w oficjalnym wywiadzie dla ,,Przekroju” mer Tarnopola oświadczył, że jeżeli będą zmuszeni iść z Rosją, to wola już wrócić do Polski.
    Ale gdy dziś nasiliło się gloryfikowanie UPA, to ja nie wierzę w możliwość autentycznego pojednania.
    Mogli za idola wybrać sobie Sahajdacznego. Woleli ideologa ludobójstwa. No cóż…

Zostaw komentarz