Mit czarnej skrzynki runął

Polityczna decyzja premiera Donalda Tuska o natychmiastowej publikacji całego zapisu tzw. czarnej skrzynki Tu-154, który rozbił się 10 kwietnia po Smoleńskiem była – mimo wszystko – zaskoczeniem. Przede wszystkim zaskoczeniem dla sztabu Jarosława Kaczyńskiego. W ciągu 24 godzin od przekazania zapisów czarnej skrzynki przez Rosjan min. Jerzemu Millerowi opinia publiczna w Polsce zapoznała się z jej treścią (w części do tej pory odczytanej). Jeszcze wczoraj po południu media donosiły, że Rosjanie – owszem – przekazali zapis ze skrzynek stronie polskiej, ale zastrzegli (w podpisanym memorandum), że nie godzą się na ich publikację. Jak się okazało był to zapis czysto formalny, zgodny z tzw. konwencją chicagowską, która zabrania publikacji jakichkolwiek materiałów z dochodzenia. Niektóre media w Polsce triumfalnie pytały w porannych czołówkach gazet: „Co chcą ukryć Rosjanie?”. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Czarna skrzynka

Czarna skrzynka

Dlaczego sztab J. Kaczyńskiego i on sam nie wykazał wobec tego faktu entuzjazmu? Z dwóch powodów. Po pierwsze, postulat natychmiastowego ujawnienia zapisów z czarnej skrzynki i przekazania jej stronie polskiej – był jednym z fundamentów kampanii wyborczej. O ile sam prezes PiS tego nie tak ostro nie podnosił, to media stanowiące zaplecze jego kampanii uczyniły z tego główne narzędzie ataku na obóz Tuska i Komorowskiego. W sztabie Kaczyńskiego zakładano, że do 20 czerwca nic się w tej kwestii nie zmieni. Szybkość decyzji Tuska i ujawnienie całości zapisu – były więc zaskoczeniem. Jest i druga przyczyna – zapis przedstawiony opinii publicznej nie jest korzystny dla sączonych w mediach popierających Kaczyńskiego teorii spiskowych. Więcej – dla wielu jest on raczej dowodem na to, że główną przyczyną katastrofy był strach załogi Tu-154 przed konsekwencjami nie wylądowania na lotnisku w Smoleńsku, a konkretnie strach przed reakcją Lecha Kaczyńskiego. W ujawnionych zapisach jest to aż nadto widoczne. I mniejsza o to, że na tej podstawie nie można jeszcze jednoznacznie określić przyczyn katastrofy. Warto tylko dodać, że strona przeciwna na podstawie o wiele bardziej skromnych dowodów (czy przesłanek) wysuwała kategoryczne wnioski typu: „To był zamach” („Gazeta Polska”).

Nie podlega kwestii, że decyzja o takim trybie ujawnienia zapisów była decyzją polityczną. Podjął ją Donald Tusk poirytowany falą spekulacji w dużej mierze wymierzonych w niego osobiście. Podjął ją chcąc wytrącić sztabowi Kaczyńskiego oręż z ręki. Ale w takim scenariuszu zainteresowana była też Moskwa, także coraz bardziej zdenerwowana regularnie pojawiającymi się zarzutami pod jej adresem (np. w telewizji publicznej). Dlatego zdecydowali się nawet na złamanie uregulowań konwencji chicagowskiej.

Co to wszystko oznacza i czym to będzie skutkować? Na pewno jest to kluczowy moment kampanii wyborczej, która do tej pory toczyła się ślamazarnie. Dzisiaj to się skończyło. Odmowa wzięcia udziału w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez J. Kaczyńskiego, demonstracyjne wysłanie na to posiedzenie pełnomocnika (nota bene wyjątkowo źle dobranego) oraz publiczne oświadczenie szefa PiS, ze nie należy wierzyć państwu rosyjskiemu – kończą czas sielankowej kampanii. Tyle tylko, że wydarzenia te niewiele zmienią w układzie sił – zwolennicy J. Kaczyńskiego będą nadal święcie przekonani, że ujawnienie zapisów to dalszy ciąg rosyjsko-tuskowego spisku. Jednak celem Tuska wcale nie było ich przekonanie, że tak nie jest. Celem było zatrzymanie dopływu do obozu Kaczyńskiego nowych zwolenników, ograniczenie go do tych rozmiarów jaki ma teraz. Reakcja obozu Kaczyńskiego świadczy o tym, że plan Tuska ma szansę na realizację. W zastawione wnyki prezes PiS wchodzi – jak się okazuje – dosyć łatwo.

Jan Engelgard

Komentarze: (9)

 

  1. Kristobal pisze:

    Jak zwykle dokonywana nadinterpretacja faktów, związanych z tą tragedią, zarówno przez Pana Engelgarda i jego kolegów z portalu KZM-u, są powalające wobec rzeczywistości. Ponad połowę zapisów jest nie zrozumiałych i na dobrą sprawę nadal niewiele to wyjaśnia. Nasi śledczy zamiast skupić się na badaniu szczątków wraku, to pozwalają je zbierać dziennikarzom np. z “Misji specjalnej” . A że są nie prawidłowości związane z prowadzeniem śledztwa w/w sprawie, to jest oczywista oczywistość i wszyscy to wiedzą i słyszą.

  2. Kristobal pisze:

    Ja rozumiem, że można nie lubić PiS-u ale dlaczego chorobliwie?

  3. wyborca LPR pisze:

    I ty jesteś najlepszym przykładem prawdziwości tezy red. Engelgarda, który napisał “ujawnienie zapisów czarnych skrzynek niewiele zmieni, zwolennicy Kaczyńskiego będą nadal świecie przekonani, że ujawnienie zapisów to dalszy ciąg rosyjsko tuskowego spisku. Tusk z góry założył , że Pisopmatołów nie jest w stanie przekonac, ale zatrzymac dopływ do obozu Kaczyńskiego nowych zwolenników.

  4. Kristobal pisze:

    @Wyborco _LPR-u – Ha,ha, A do czego to ja mam być przekonany, że Kaczyński podobno nie będzie szafował “trumną”, czyli jak mówił pewien “autorytet”, “nekrofilą”? Bo to się ciągle przewija i w koło wałkoni! A i tak Jarosław Kaczyński wygra, choć powinien Komorowski, bo w myśl filozofii, “Kto zepsuł niech naprawia”.

  5. Arkadiusz Łygas pisze:

    Kaczyński swoją postawą, podkopał zaufanie swoich uczniów,do siebie.Niech okłamuje swoich uczniów,a “napewno”zostanie prezydentem.

  6. Zygmunt pisze:

    Panie redaktorze, pan sam daje się złapać mistyfikacji: że obietnica publikacji zapisu “czarnych” skrzynek została spełniona, bo spełniona być miała, zgodnie z zapowiedzią premiera. I chociaż tak stało – zapis został opublikowany, to nadanie temu spełnieniu trybu ekspresowego, raczej decyzji nieuczestniczenia J. Kaczyńskiego w posiedzeniu RBN zawdzięczać należy. Bo gdyby J. Kaczyński na tym posiedzeniu był, to publikacja zapisu być może odsunęła by się w czasie, a przed wyborami mielibyśmy nową aferę przeciekową, z zapisem z “czarnych” skrzynek, której winowajcą kto wie czy nie PiS i jej prezes byłby rozgłaszany.
    Nam – obywatelom tego Państwa – nie chodzi tylko o “zapisy” lecz o “czarne” skrzynki w całości. Bez nich, z prawdą tam zawartą jest jak z ich kolorem: “czarne” chociaż czerwone.
    Ale już tego zapisu publikacja potwierdza, że są sytuacje i miejsca na świecie, gdzie często wszelka technika zawodzi i gdzie wybierając się trzeba być na wszystko przygotowanym, nawet na najgorsze.

  7. россиянин pisze:

    Do rusofobii przez przypadek, Polska nie będzie się wstydzić? Prawdopodobnie zdecydują, że rosyjski (Moskale) nie mają prawa obrażać! Bóg osądzi!

  8. Fox pisze:

    Z lektury artykułu wynika tylko jedno. Autor z jakiś tam sobie znanych powodów dostrzegł tuskowy “geniusz” Niczym misternie utkane, skrojone i uszyte szaty nagiego krrrróla Tuska.Tymczasem każdy widzi, że prrrremierrr ( w odniesieniu do jego rzekomego geniuszu politycznego ) jest nagusieńki jak święty turecki. Co do samych stenogramów co to miały przekazać całą prawdę i tylko prawdę ( i tak dopomóż Bóg w trójcy jedyny Władimirowi Władimirowiczowi Putinu) o zapisie czarnych skrzynek, a konkretnie VCR, to pewnie nawet facet który widział świstaka zawijającego czekoladę w sreberka, w te ruskie stenogramy smoleńskiej prawdy, nie uwierzy. W Polsce no i bez wątpienia w Rosji są firmy które potrafią odtworzyć skasowane dane z uszkodzonych twardych dysków. Gdyby im dać owe czarne skrzynki do rąk poprosić ich o pamoszcz, to pewnie są w stanie udowodnić już po dwóch a może kilku dniach, że do ostatnich chwil przed katastrofą w kabinie pilotów, rosyjskie czastuszki na żywo śpiewała Doda, zespół Feel, Anna Jantar, Irena Santor, Jerzy Połomski, Maria Callas, Enrico Caruso i Chór Aleksandrowa.

  9. Piotr pisze:

    ENDECJA-UBECJA…Nie wierze ze J Engelgard nie rozumie rzeczywistosci, ani nie potrafi porownac kilku faktow, chociazby danych znanych do tej pory z danymi ze spreparowanej czarnej skrzynki. Dzieki takim ludziom jak Engelgard rozumie sens Berezy. Skurwysynstwa po prostu nie da sie wyleczyc

Zostaw komentarz