Polska Jest Najważniejsza
Z profesorem Janem Żarynem rozmawia Jacek Majchrowski, mp.info
J.M. „Polska Jest Najważniejsza”, ta nazwa jednoznacznie kojarzy się opinii publicznej z partią polityczną założoną przez grupę secesjonistów z PIS. Tymczasem jest Pan jednym z założycieli stowarzyszenia o tej samej nazwie.
J. Ż. Nasze Stowarzyszenie zostało zarejestrowane znacznie wcześniej. Partia występującą pod tą nazwą de facto nie powinna jej używać. W tej sprawie toczy się, wszczęte przez nas, odpowiednie postępowanie. Jesteśmy cierpliwi. Wobec wyraźnie malejących szans na parlamentarne zaistnienie partii, po nowym rozdaniu wyborczym, należy wątpić czy w ogóle problem istnienia dwóch bytów występujących pod tą samą nazwą będzie jeszcze istniał. Myślę, że jej członkowie zostaną wchłonięci przez różne podmioty polityczne, nie koniecznie tylko przez Platformę Obywatelską (casus Pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej). Osobiście liczę na zagospodarowanie, przez szeroko pojętą prawicę, grupy ludzi związanych z budową Muzeum Powstania Warszawskiego. Nawiasem mówiąc liczę na konsolidację różnych, dzisiaj rozproszonych , sił prawicowych, przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi, w tym na rozmowy Jarosława Kaczyńskiego z ugrupowaniem, a szczególnie osobą Marka Jurka, którego uważam za postać ważną i cenną dla polskiej sceny politycznej.
Przejdźmy jednak do Pańskiego Stowarzyszenia „Polska Jest Najważniejsza”.
Powołaliśmy nasze PJN dla uczczenia ofiar Tragedii Smoleńskiej z 10 kwietnia ubiegłego roku. Z wieloma z tych osób, które wówczas zginęły, byłem związany osobiście, jak choćby Prezes IPN Janusz Kurtyka, Tomasz Merta, wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który był naszym sąsiadem, a takzę współprzewodniczącym wraz ze mną Rady Programowej ważnego projektu historyczno-dokumentacyjnego pt. Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką, Sławomir Skrzypek, prezes NBP, dzieki któremu pełniłem przez trzy lata przy nim funkcję Przewodniczącego Komisji Historycznej, Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, Stefan Melak, Anna Walentynowicz, Czesław Cywiński i inni. Miałem także szczęście znać Pana Prezydenta, byłem kilkakrotnie gościem w Pałacu Prezydenckim, także w Lucieniu. Naszym celem jest upamiętnienie tej tragedii, upamiętnienie śmierci Pary Prezydenckiej i tej rzeczywistości, która spontanicznie zaistniała, zamanifestowała się po tej tragedii na ulicach Warszawy i w całej Polsce. Dążymy do postawienia pomnika upamiętniającego Prezydencką Parę i wszystkie ofiary tej tragedii. Chcemy również kontynuować to, co dla wielu z nich było ważne, co stanowiło ich misję. Byli dla nas kustoszami pamięci, budowniczymi naszej tożsamości narodowej. Dziś – bez nich, a za to z innymi, którzy nami rządzą, szeroko pojęta edukacja historyczna narodu jest zagrożona. Chcemy zatem stworzyć coś, co kojarzyć się może z „Latającym Uniwersytetem”. Od września zainaugurujemy cykl wykładów z historii Polski pod wspólnym hasłem „Państwo i MY”.
To inicjatywa wyjątkowo na czasie, gdy z programów szkolnych praktycznie wyeliminowana jest historia.
Tak. Będziemy właśnie próbować przeciwstawiać się temu zjawisku. Nasze Stowarzyszenie zrzesza polską inteligencję, która wsparła Jarosława Kaczyńskiego w walce o prezydenturę. Stanowimy, nie waham się tak to określić, polską elitę intelektualną o wrażliwości prawicowej.
Taki anty salon.
Tak można to określić. Zrzeszamy historyków, filozofów, socjologów, humanistów z różnych dziedzin, dziennikarzy i artystów. Jesteśmy częścią większego zjawiska; Ruchu upamiętniającego osobę i dzieło Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Przejdźmy do następnego pytania. Jest Pan pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej. Znał Pan i przyjaźnił się z tragicznie zmarłym prezesem Instytutu Januszem Kurtyką. Proszę o kilka słów o tej postaci i o samym Instytucie.
Janusz był człowiekiem niezwykle pracowitym i inteligentnym. Potrafił podejmować decyzje strategiczne w ramach polityki historycznej, którą mógł realizować w Instytucie. To spowodowało, że byliśmy obecni w życiu publicznym Polski. Co więcej, prace Instytutu przenoszone były na grunt społeczny np. wystawy „Twarze bezpieki” czy „Ofiary stanu wojennego”, stawały się impulsem do prowadzenia w naszych domach ważkich dyskusji. Niektóre ekspozycje wystawiane były na ulicach, tak, żeby dotrzeć do szerokich warstw społecznych. Trzeba pamiętać, że odkłamywaniu najnowszej historii Polski, podlegał zarówno okres PRL, jak i wykładnia tamtych czasów czyniona po 1989 r., tym trudniejsza do prostowania, gdyż podparta demokratyczną obudową państwa i – pozornie – wiarygodnymi mediami.
Podjęliśmy również wiele zaniedbanych tematów edukacyjnych, w tym sprawę niezwykle ważną, tzn. ratowanie Żydów przez Polaków w okresie Drugiej Wojny światowej. Wydawaliśmy książki, publikacje naukowe i, co ważne, prowadzimy cały projekt pt. Index. Polacy represjonowani za udział w pomocy Żydom; są to zestawienia liczbowe, które warto będzie pamiętać. Tak naprawdę po raz pierwszy podjęliśmy pracę wyliczenia ilu Polaków oddało życie bądź w inny sposób było represjonowanych ratując Żydów podczas okupacji przed niemieckim ludobójstwem. Wkrótce efekty projektu odnajdą państwo w Internecie, na stronach www.zyciezazycie.pl
Ta aktywność Instytutu Pamięci Narodowej nie wszystkim się podobała?
Tak. Tym bardziej, że dążyliśmy również do ujawniania akt bezpieki, w tym dotyczących tajnych współpracowników. Ujawniać tak, aby udostępnić je publicznie w formie książek, czy to źródłowych, czy prac analitycznych itd. Były liczne naciski, dotyczyły konkretnych osób sprawujących władzę, związanych z elitą polityczną. Te wszystkie problemy wybuchły oczywiście po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską. Nawiasem mówiąc Janusz Kurtyka został wybrany na prezesa IPN z rekomendacji Platformy, ale nie widział powodu, żeby poddawać się dyktatowi tej partii, żeby łamać zasady rzetelnej, uczciwej pracy naukowej. Janusz był propaństwowcem i miał na względzie interes państwa, a nie jakiejś kliki partyjnej. Stąd jak sądzę, szybko odnalazł z premierem Kaczyńskim i jego bratem prezydentem wspólny język. Byliśmy ostro atakowani; prym wiodła Gazeta Wyborcza i środowisko salonu. Ja odczuwałem te ataki ze wszystkich stron. Dlaczego? Bo mam poglądy chadecko-narodowe, które tylko teoretycznie są legalne w państwie polskim – zdaniem rzekomo tolerancyjnych środowisk wywodzących się z Unii Wolności, redakcji ważnych gazet i stacji telewizyjnych, nosiciele tych poglądów nie mają prawa do zajmowania ważniejszych stanowisk w Polsce. To smutne, ale taka jest prawda. Mamy być zadowoleni, z faktu, że się nas w ogóle toleruje.
Dochodzimy do sprawy najbardziej spektakularnej dotyczącej charakteru kontaktów Lecha Wałęsy z bezpieką PRL.
Były dwie drogi. Przejęcie linii postępowania po Leonie Kieresie, która zakładała, że Wałęsa, uznany przez Trybunał Konstytucyjny za osobę pokrzywdzoną, nie podlega, poprzez ten akt, dociekaniom dotyczącym jego biografii w kontekście kontaktów z SB, oraz druga, zakładająca po prostu rzetelne, profesjonalne badanie tej sprawy. Nadanie statusu pokrzywdzonego w interpretacji, narzuconej przez ówczesną ustawę o IPN kończyć miało prawo historyków do napisania, że Lech Wałęsa był w jakimkolwiek okresie tajnym współpracownikiem. Niezależnie od tego, czy to jest prawda, czy kłamstwo. Doszliśmy do wniosku, że IPN jest jedyną instytucją w Polsce, która udźwignie ciężar tej sprawy i utoruje drogę do prawdy. Należy pamiętać, że jakiekolwiek dociekania ewentualnej współpracy byłego prezydenta z SB kończyły się w sądach, których linia postępowania i końcowe wyroki budziły, najdelikatniej to ujmując, zdziwienie. Koronny przykład to gehenna sądowa Krzysztofa Wyszkowskiego. Myśmy znali dokumenty, wprawdzie nieliczne, które z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością świadczyły tak o współpracy, jak i o okolicznościach towarzyszących likwidacji źródeł. Dochodzi bowiem do tego sprawa niszczenia, bądź prywatyzowania przez Lecha Wałęse akt SB dotyczących jego osoby, co było ewidentnym łamaniem prawa.
Tak więc powstała prace Panów Cenckiewicza i Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa – przyczynek do biografii”.
Był to wyraz determinacji Instytutu w dochodzeniu do prawdy, wbrew zręcznie uknutej i całkowicie zakłamanej intrydze prawnej wykorzystującej status osoby pokrzywdzonej. Gwarancją nie dochodzenia do prawdy w tej sprawie, miały być szykany, strach i tchórzostwo. Atak na IPN, na jego kierownictwo, spotęgował się w okresie przygotowywania tej książki do publikacji. Jak ta machina działała: byliśmy pod stałym obstrzałem, usłużnym każdemu kłamstwu, „paparatcich”, którzy czyhali na jakikolwiek nasz błąd, nasze potknięcie. Inspirowano prowokacje, zakłamując fakty, bądź je tworząc. Rej w tym wodziła Gazeta Wyborcza np. wskazując, że spotkanie zorganizowane przez gdański oddział IPN w jednym z liceów gdańskich, na które został zaproszony Bogdan Borusewicz, a na następne, w innym czasie, Andrzej Gwiazda było prowokacją wymierzoną w Borusewicza, który w takim spotkaniu, z taką osobą udziału by nie wziął. Dość powiedzieć, że Sławomir Cenckiewicz stracił pracę w oddziale gdańskim Instytutu, gdyż wskazano na niego jako autora tej rzekomej prowokacji. Trzeba tu podkreślić, że jedna z czołowych postaci państwa polskiego Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz włączył się w to perfidne kłamstwo, potwierdzając absurd całej tej intrygi dzwoniąc i pisząc listy, stanowiące ewidentny nacisk. Było to zwycięstwo Gazety Wyborczej; w efekcie wyrzucono bądź zniechęcono kilku ludzi do pracy w IPN. Zastosowano również bardzo czytelny szantaż finansowy, jeżeli nie zwolni się z pracy Cenckiewicza i nie usunie – w kwietniu 2009 r. – z funkcji dyrektorskiej Żaryna to drastycznie zostanie zmniejszony budżet Instytutu.
A jakie były Panie profesorze konkretne przyczyny usunięcia Pana z funkcji dyrektora biura edukacji publicznej IPN ?
W jednym z wywiadów w radiu TKFM powiedziałem, że należy przeciąć ten wrzód, jakim było de facto cenzorskie zamknięcie ust historykom, w kwestii kontaktów z SB Lecha Wałęsy w latach 1970-1976. Mówiłem, że książka Cenckiewicza i Gontarczyka o kontaktach Lecha Wałęsy z SB oparta jest całkowicie na zachowanych dokumentach, nikt nie był w stanie podważyć ich ustaleń. Twierdziłem, że Lech Wałęsa w każdej chwili może liczyć na przebaczenie ze strony narodu, bo jego późniejsza postawa stawia go w rzędzie najwybitniejszych Polaków. Byleby nie kłamał, jak mu to doradzili w 1992 r. pseudoprzyjaciele polityczni. A salon uznał, że prawdziwa wiedza ma być dostępna tylko elicie politycznej, która szachuje się nią wzajemnie. Dla tłumu serwowana ma być prostacka propaganda. Tylko, co to ma wspólnego z demokracją, na którą te elity powołują się na każdym kroku i buzie sobie nią wycierają. Wywołało to burzę. Janusz Kurtyka został poddany obrzydliwej presji. Dodatkowo wyeksploatował się temat książki Zyzaka o Lechu Wałęsie, a Gazeta Wyborcza potrzebowała nowej amunicji przeciwko IPN, tak więc znaleziono pretekst w postaci tego krótkiego wywiadu i moich słów o wrzodzie. W efekcie rozstałem się z tą funkcją. Te środowisko nie do końca jednak wygrało, gdyż Janusz zaproponował mi stanowisko doradcy, które przyjąłem.
Na koniec krótkie pytanie, które często zadaję swoim rozmówcom. Jak Pan Panie profesorze widzi we współczesnym świecie cel i sens istnienia państw narodowych ?. Ja dodam od siebie, że idea budowy jedności Europy, a dalej może i Świata, nie powiedzie się bez uszanowania, uwzględnienia odrębności, specyfiki poszczególnych narodów. To tak trochę jakby na siłę z Kowalskiego, Nowaka czy Wójcika tworzyć wzorcowego bezimiennego obywatela.
Dwa zasadnicze spory nurtują współczesną Europę. Organizacja życia człowieka w oparciu o Prawo Boże, bądź w oparciu o prawa tworzone przez człowieka i jego zmienne potrzeby utylitarne. I drugi spór dotyczący przestrzeni społecznej, w której człowiek się realizuje. Kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś takie piękne zdanie: Bóg powołał wspólnotę narodową po to, żebyśmy ją chronili. Rodzimy się ku dobru, w konkretnej przestrzeni kultury narodowej, która to przestrzeń nas kształtuje i wzmacnia. Moim zdaniem w Europie istnieją potężne siły, które opowiadają się za modelem Europy i Świata uwzględniającym istnienie państw narodowych. Jest to większość, która jednak ma mniejszą siłę oddziaływania. Środki komunikacji są bowiem w rękach naszych przeciwników.
Dziękuję za rozmowę.




In English
по русском языке




