„Myśl Polska” o Niemcach

Tygodnik „Myśl Polska”, poza odgrywaniem roli „flagi ideologii” środowisk kontynuujących dorobek polityczny Narodowej Demokracji, stanowi coraz częściej obiekt zainteresowania naukowców, w tym głównie historyków i politologów. Jedną z ostatnich publikacji, poświęconych obchodzącej w tym roku siedemdziesięciolecie istnienia gazecie, jest praca Anny Pateckiej-Frauenfelder zatytułowana „Stereotyp «Drang nach Osten» w prasie narodowej na przykładzie tygodnika «Myśl Polska»/«Nowa Myśl Polska» (1989-2003)”. Jak podkreśla sama autorka: „«Myśl Polska» – to pierwszoobiegowy (dostępny w sieci «Ruchu») regularnie ukazujący się tygodnik narodowy (…) Jest najpoważniejszym z periodyków nacjonalistycznych w Polsce oraz najdłużej wydawanym w całej historii ruchu narodowego”. Za cezury autorka przyjęła początek przemian ustrojowych w Polsce, jako datę początkową, jako końcową zaś datę referendum akcesyjnego Polski do UE.

Praca podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich poświęcona jest narodzinom i upowszechnieniu się pojęcia „Drang nach Osten”. Autorka początków funkcjonowania tego terminu i procesów z tym związanych w powszechnej świadomości upatruje w okresie zaborów. Jednak już dużo wcześniej rozpowszechniony w społeczeństwie polskim był negatywny wizerunek Niemca. Autorka powołuje się m.in. na ustalenia prof. Jana Stanisława Bystronia, który „wykorzystując literaturę oraz materiały etnograficzne, wymienił przykłady wizerunku Niemca w XVII i XVIII wieku, których niezmiennymi elementami stały się wygląd zewnętrzny, kuchnia niemiecka, niemiecka wiara, diabeł w niemieckim stroju. Język niemiecki stał się przedmiotem kpiny. Sami Niemcy ukazywani byli często jako skąpcy. Już w XVI wieku w katolickiej Polsce Niemiec-luteranin, Niemiec-heretyk utożsamiany był z diabłem (…) Motyw ten był chętnie wykorzystywany w polskich przysłowiach, np. «Szwab i szwabica to diabeł i diablica», «Gdzie diabeł nie może, tam Niemca łoże (łoży)», «Niemiec nie modli się pod figurą, to też ma diabła pod skórą». Dość popularne były legendy o diable «niemczyku» oraz o Marcinie Lutrze, w których reformator pojawiał się zazwyczaj jako syn diabła”. Jednak do „rozbiorów antyniemieckie resentymenty nie miały większego znaczenia. Szlachta przeciwstawiała się wyborze (sic!) Habsburgów czy Hohenzollernów na tron polski, jednak dwukrotnie obsadzono to stanowisko książętami z rodu Wettinów (…) «Drang nach Osten» jako negatywny heterostereotyp pojawił się w Polsce w XIX wieku. Miało to związek z kształtowaniem się polskiej tożsamości narodowej. Wskutek procesu heterostereotypizacji Niemcom została wyznaczona rola sprawcy, odwiecznego wroga nie tylko Polski, ale całej Słowiańszczyzny”. Winą obarczano Prusy, jednak z czasem zaczęto przenosić negatywny obraz Prusaka na wszystkich Niemców. „Datą przełomową w rozwoju stereotypu «Drang nach Osten» było powstanie Cesarstwa Niemieckiego w 1871 roku. Istniejący w XIX wieku lokalny antagonizm polsko-pruski przerodził się po powstaniu II Rzeszy pod rządami Bismarcka w antagonizm polsko-niemiecki”.

-

-

W dalszej części swojej pracy autorka ukazuje m.in. rolę, jaką problematyka niemiecka odgrywała w myśli politycznej obozu narodowego. Nie ogranicza się jednak tylko do schematycznego ujęcia tego zagadnienia, eksponując antyniemiecki kierunek działań Narodowej Demokracji. Autorka wskazuje na pewne niuanse, które tej polityce towarzyszyły. Druga część pracy poświęcona jest już „stereotypowi niemieckiego parcia na Wschód” na łamach „Myśli Polskiej”. Autorka obficie cytuje publicystykę i teksty m.in. Wacława Całusa, który jeszcze w latach 80. eksponował wpływ Niemiec na ówczesną sytuację geopolityczną w Europie, Antoniego Dargasa, Jędrzeja Dmowskiego, Jana Engelgarda, Stefana Marcinkowskiego, Mariana Piłki, Mateusza Piskorskiego, Pawła Siergiejczyka i Piotra Spyry. Elementem humorystycznym, który pojawia się w całkowicie niezamierzony sposób, jest cytowanie artykułów znanych skądinąd redaktorów gazety, ukrywających się pod pseudonimami – Jan Siewierski i Bolesław Zaremba, jako odrębnych publicystów (efektem czego są zabawne zestawienia w rodzaju: „«To nie jest tylko problem Czech» – powtarzał Jan Engelgard, a Zaremba potwierdzał: «przecież nas może spotkać to samo»”). Autorka słusznie podkreśla rolę i znaczenie, jaką w publicystyce tygodnika zajmowały (i zajmują) Ziemie Zachodnie i Północne Polski, które „stanowiły dla środowisk związanych z «Myślą Polską»/«Nową Myślą Polską» wartość priorytetową. W publicystyce narodowej zachowało się popularne dla okresu powojennego określenie tych terenów jako Ziem Odzyskanych. Narodowcy przejęli do swojej retoryki sformułowanej w Polsce Ludowej tezę legitymizującą włączenie tych ziem w skład państwa polskiego, łącząc ją z typowym dla obozu endecji spojrzeniem na te kwestie. W pierwszym wydaniu dodatku «Myśli Polskiej na Pomorzu» z 1998 roku redaktor tygodnika, Jan Engelgard pisał: «Los Szczecina i Pomorza jest także losem Polski. (…) Właśnie w Szczecinie i na Pomorzu rozgrywa się batalia o przyszłość naszego kraju», akcentując w ten sposób bezwarunkowość walki o te tereny: «Polska albo pozostanie nad Odrą i Bałtykiem, albo jej nie będzie»”.

Dużo miejsca na łamach „Myśli” zajmowała także problematyka czeska, szczególnie w kontekście wysuwanych wówczas niemieckich żądań pod adresem Czechów, dotyczących anulowania dekretów Benesza. Dawne nieporozumienia polsko-czeskie nie mogły stanowić, zdaniem narodowych publicystów, przeszkody w nawiązaniu ścisłej współpracy: „Publicyści «Myśli Polskiej»/«Nowej Myśli Polskiej» dostrzegali w Czechach naturalnego sojusznika, bowiem brali pod uwagę historię stosunków polsko-czeskich (…) W stosunkach polsko-czeskich dochodziło również do napięć, jednak jak – zaznaczył Bolesław Zaremba – «w Polsce nie brakowało (…) nigdy polityków i myślicieli, którzy nawoływali do poważnego traktowania Czech i uczynienia z nich naszego sojusznika». Na tym polu zasłużył się Roman Dmowski i – jak twierdził dziennikarz – echem koncepcji Narodowej Demokracji były plany konfederacji polsko-czeskiej (czechosłowackiej) w okresie drugiej wojny światowej”. Dalsze rozdziały pracy poświęcone są m.in. niemieckim planom budowy Mitteleuropy, problematyce wysiedlonych po II w. św. Niemców, projektom tworzenia Europy regionów (pisano wówczas o „landyzacji” Polski) oraz ekspansji ekonomicznej i gospodarczej Niemiec w Polsce.

Podsumowując należy zwrócić uwagę na pewien dyskusyjny element w ujęciu opisywanej problematyki. Autorka już na początku pracy, niejako „z góry”, założyła, że analiza dokonywana przez środowiska narodowe w odniesieniu do relacji polsko-niemieckich oparta była na stereotypie i „wykorzystywaniu utartych schematów”. W dalszej części pracy autorka posługuje się terminem „stereotyp” także w stosunku do okresów, gdy ten się dopiero kształtował i wcale stereotypem nie był (na przykład w okresie zaborów). Czyni to całą pracę nieco niewiarygodną, autorka bowiem już we wstępie zdaje się sugerować określone wnioski. Czyni przez to wrażenie, jakby całość pisana była pod określoną tezę bądź konkretne zamówienie. Także w podsumowaniu pracy autorka nie ustrzegła się sformułowań przywodzących na myśl polityczną poprawność w ujęciu poruszanej problematyki: „Publicyści «Myśli Polskiej»/«Nowej Myśli Polskiej» posługiwali się negatywnym heterostereotypem «Drang nach Osten». W treściach dotyczących polsko-niemieckich stosunków coraz wyraźniejsze było powiązanie dwóch kwestii niemieckiej z integracją europejską (…) Wyrażając obiegowe opinie środowisk określających się jako narodowe, publicyści tygodnika «Myśl Polska»/«Nowa Myśl Polska» oparli się na przekonaniu, że Niemcy nie wyrzekły się swojej przeszłości. Na łamach pism królowało przeświadczenie, że demokratyczne rządy powojennych Niemiec nie były w stanie zmienić niemieckiego «charakteru narodowego». «Drang nach Osten» pozostawał siłą napędową polityki niemieckiej (…) Publicyści «Myśli Polskiej»/«Nowej Myśli Polskiej» odpierali zarzuty pod swoim adresem dotyczące szerzenia ksenofobii, podkreślając, że nie należy rezygnować ze słusznych i uzasadnionych uprzedzeń i obaw, gdyż są one konieczne, aby Polska przetrwała jako suwerenny naród i suwerenne państwo”.

Lektura książki skłania do pewnych refleksji. Paradoksalnie chyba najsłabszym jej elementem jest założona z góry, już w samym jej tytule, teza. Niezaprzeczalnym bowiem pozostaje, że szereg spośród formułowanych m.in. przez „Myśl Polską” niebezpieczeństw i zagrożeń, na gruncie relacji z Niemcami, niestety się sprawdziło – wpływy niemieckie w Polsce tak na polu ekonomicznym i gospodarczym, chociażby na przykładzie sektora bankowego, jak i w sferze szeroko pojętej kultury (np. w odniesieniu do prasy zarówno ogólnopolskiej, jak i lokalnej) są obciążającym polską klasę polityczną faktem. Obywatele niemieccy pochodzenia polskiego nadal nie posiadają praw należnych mniejszości narodowej, bo po prostu nie są za nią uznawani (co ciekawe, Niemcy uznają inną mniejszość słowiańską – Serbołużyczan), konstytucja niemiecka nadal utrzymuje niebezpieczną z punktu widzenia integralności państwa polskiego fikcję prawną (głośny art. 116), w ramach zaś polityki historycznej strona niemiecka w sposób konsekwentny dąży do relatywizacji swoich win (zdając się mówić: „wszyscy jesteśmy po trochu katem i ofiarą”). Warto nadmienić, że na tym ostatnim polu walną rolę odgrywa świetna niemiecka kinematografia. Na gruncie zaś obustronnych relacji panuje dojmujący obraz, wedle którego strona polska, wyczulona na gesty i symbole, w pełni zadowala się kolejnym pomnikiem dla „Solidarności”, postawionym przez Niemców gdzieś w pobliżu Bundestagu (tanio Niemcy płacą za pomoc w zjednoczeniu) i poklepaniem po ramieniu premiera przez niemiecką kanclerz, Niemcy zaś realizują twardo swoje interesy gospodarcze i ekonomiczne. Ten ostatni zarzut możemy jednak kierować przede wszystkim do samych siebie (polska opinia publiczna swego czasu oburzyła się na wiadomość o objęciu przez byłego kanclerza Gerharda Schroedera intratnej posady w jednym z rosyjskich koncernów energetycznych, nikt nie zająknął się przy tym słowem, że Polska w Rosji też powinna mieć podobnego „ambasadora”).

O ile zatem zgodzić się można z wyrażoną we „wstępniaku” w poprzednim numerze „Myśli” przez red. Engelgarda nadzieją na poprawę obustronnych relacji polsko-niemieckich (sens całej wypowiedzi można ująć w stwierdzeniu „nie chodzi o to, aby walczyć, ale o to by się nie dać”), o tyle pamiętać należy, że podobne prognozy jeszcze parę lat temu były obarczone dużym stopniem ryzyka. Polska lat 90. ub. wieku patrzyła na Niemcy w dużo większym stopniu z perspektywy minionego półwiecza, było to nadal państwo wrogie, w dużej mierze Polsce nieprzychylne. Perspektywa członkostwa Polski w strukturach militarnych i politycznych z udziałem sąsiada zza Odry musiała budzić zrozumiałe obawy. Środowiska narodowe, kontynuujące tradycję wielkiego obozu politycznego, który wyrósł i okrzepł w walce z żywiołem niemieckim, formułowały je jeszcze zanim „integracja z Zachodem” stała się strategicznym celem kolejnych polskich rządów po roku 1989. Na inauguracyjnym zjeździe Stronnictwa Narodowego w kraju w 1989 r. pełniący funkcję wiceprezesa Jan Dziżyński w swoim wystąpieniu podkreślał: „Mówi się dziś, zwłaszcza w Polsce, o wspólnym domu europejskim, który wyklucza agresję i zabory. Ten wspólny dom w rozumieniu niemieckim jest raczej powrotem do dawniej proponowanego przez nich zjednoczenia, w którym graliby pierwsze skrzypce, do Mitteleuropy”. Obecnie, gdy z jednej strony olbrzymia rola Niemiec (czy można jednak mówić o dominacji?) w Unii Europejskiej jest faktem niezaprzeczalnym, gdy współpraca niemiecko-rosyjska stanowi przykład (do których nawiązania walnie przyczyniły się kolejne rządzące Polską ekipy) wręcz modelowego współdziałania na polu gospodarczym w Europie, z drugiej zaś Niemcy są dla Polski największym partnerem handlowym, na horyzoncie coraz widocznej pojawiają się także nowe wyzwania.

Na naszych oczach realizuje się bowiem (otwarte pozostaje oczywiście pytanie o trwałość tego zjawiska) coś na kształt dawnego postulatu formułowanego w przedwojennym środowisku narodowym – reslawizacja wschodnich Niemiec (koncepcję tę najpełniej sformułował poznański naukowiec – prof. Karol Stojanowski). I nie chodzi tu o skład etniczny tubylczych mieszkańców obszarów za Odrą (co również nie jest bez znaczenia), ale o napływ polskiej ludności na te tereny. Wyludniają się one z dotychczasowych mieszkańców (którzy masowo wyjeżdżają do landów zachodnich), ich miejsce zajmują zaś Polacy, głównie z województw zachodnich i północnych. Ludność ta, o ile będzie to trend trwały, może stanowić ważki czynnik w przyszłości. Nie można jednak z tej perspektywy dopuścić przede wszystkim do zerwania więzi tej ludności z Polską.

Wracając zaś do omawianej książki, otrzymaliśmy kolejną pracę, obok m.in. prac Mateusza Niecia „Niemcy w publicystyce Narodowej Demokracji w okresie międzywojennym 1918-1939” (Wrocław 1998) i Alberta Kotowskiego „Narodowa Demokracja wobec nazizmu i Trzeciej Rzeszy” (Toruń 2006), poświęconą tematyce Niemiec w myśli politycznej obozu narodowego. Książka, pomimo zasygnalizowanych powyżej zastrzeżeń, godna jest ze wszech miar polecenia. Praca oparta jest bowiem na bogatej kwerendzie źródłowej (przede wszystkim prasowej) oraz dużej znajomości literatury przedmiotu.

Maciej Motas

Anna Patecka-Frauenfelder, „Stereotyp «Drang nach Osten» w prasie narodowej na przykładzie tygodnika «Myśl Polska»/«Nowa Myśl Polska» (1989-2003)”, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2010, ss. 351.

Nr 29-30 (17-24.07.2011)

Już nie można komentować tego artykułu.