Labirynty rosyjskiej polityki historycznej (cz.2)
W roku 2010 zmieniła się w sposób istotny również sytuacja rosyjsko- ukraińska. Prezydent Wiktor Janukowycz i jego drużyna dążyli do usunięcia elementów polityki historycznej najbardziej drażniących stronę rosyjską. Moskwa również demonstrowała gotowość do odprężenia. Mimo, że w stosunkach z republikami nadbałtyckimi nie zachodziło zbliżenie, zasada „nie pogarszać” rozprzestrzeniona została również na nie, prowokacyjne wystąpienia ze strony sąsiadów teraz były albo przez większość mediów ignorowane, albo komentowane, jako nie zasługujące na poważną reakcję. To samo działo się w stosunkach z Mołdawią, chociaż tam polityka historyczna w roku 2010 gwałtownie się zintensyfikowała, w miarę zaostrzania się rywalizacji wewnątrzpolitycznej.
Wewnątrz kraju niektóre wybitne postaci polityczne zaczęły w roku 2010 występować z oświadczeniami, ostro kontrastującymi z polityką historyczną władz w latach poprzednich. Na tle tragicznych wydarzeń w Smoleńsku prezydent i wpływowa część establishmentu postawili na gesty i retorykę antystalinowską. W życiu społecznym również zaszły wydarzenia, które świadczyły o zmianie atmosfery. Alieksandr Daniłow nie został wybrany na dyrektora Instytutu Historii Rosji RAN a skandaliczny podręcznik Alieksandra Wdowina i Alieksandra Barsienkowa, zaakceptowany przez Ra-dę Naukową Wydziału Historycznego MGU (skrót rosyjski od „Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego” – tł), poddany został ostrej krytyce publicznej za „tendencyjne poglądy i interpretację historii w duchu radykalnego nacjonalizmu”. Dziekan Wydziału Historycznego zmuszony był się usprawiedliwiać. Historia ta była chyba pierwszym przykładem taktyki ofensywnej a nie defensywnej przeciwników poprzedniej polityki historycznej.
Ciekawa była reakcja publicystów obozu, który niedawno jeszcze aktywnie wspierał utworzenie Komisji do Walki z Fałszowaniem Historii i żądał „przyjrzenia się wyznawcom doktora Goebbelsa” wywodzącym się z grona historyków rosyjskich. Teraz pisali oni o wolności interpretacji naukowej, a w publikacjach mniej oficjalnych- o ataku na „uczonych rosyjskich” ze strony „ nierosyjskiej mafii liberalnej”. Tak czy inaczej dla MGU w ogóle a dla Wydziału Historycznego i jego dziekana Karpowa szczególnie ten skandal wiązał się z poważnymi kosztami moralnymi i skazą na obliczu. I to jest chyba zasadnicza nauczka, która, miejmy nadzieję, zmusi kierowników jednostek naukowych i dydaktycznych do bardziej uważnego przyglądania się temu, co kierują do publikacji ich Rady Naukowe, kierując się albo lekceważącym stosunkiem do swoich obowiązków, albo fałszywie rozumianą solidarnością z kolegami, lub też sympatią dla ich wstyd przynoszących tekstów.
Trudno jest ocenić rolę różnych czynników przy reorientacji retoryki i, potencjalnie, polityki władzy, jaka zaszła w roku 2010. W dziedzinie polityki zagranicznej reset rosyjsko- amerykański zbiegł się szczęśliwie z dojściem do władzy w Polsce i na Ukrainie liderów politycznych, nastawionych na normalizację stosunków z Rosją. W atmosferze zmniejszonego napięcia w stosunkach Rosji i Zachodu pojawiła się szansa zrezygnowania z wojen wokół historii i Moskwa skorzystała z niej wspólnie z Kijowem i Warszawą. Władze, troszczące się o poprawę wizerunku Rosji za granicą, zwróciły w końcu uwagę na to, że próby „normalizacji” stalinizmu odbierane są przez partnerów zagranicznych jako skandaliczne i z zadowoleniem są wykorzystywane przez polityków i media nastawione antyrosyjsko.
W tych warunkach na początku roku 2011 miały miejsce wydarzenia, które można uważać za próbę nawiązania współpracy między siłami społecznymi, które za konieczne uważają danie jasnej negatywnej politycznej i prawnej oceny przestępstw reżymu komunistycznego i częścią establishmentu, która gotowa jest do uczynienia tej tematyki elementem swojej polityki. Grupa członków Rady przy Prezydencie FR ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka, na czele z Michaiłem Fiedotowem i Siergiejem Karaganowem, we współpracy ze Stowarzyszeniem „Memoriał” wypracowała „Propozycje dot. powołania ogólnonarodowego programu państwowo- społecznego „O uwiecznieniu pamięci ofiar reżymu totalitarnego i o pojednaniu narodowym” ”. Projekt, obok propozycji uwiecznienia pamięci ofiar (pomniki, muzea, ośrodki badawcze, obchody rocznic państwowych), przewidywał konkurs na opracowanie nowego podręcznika historii, wsparcie państwowe dla badań akademickich tej problematyki. Projekt przewiduje ważne kroki polityczne i prawne- prawną ocenę przestępstw reżymu komunistycznego, ich potępienie polityczne. Zaproponowano również wprowadzenie dla urzędników państwowych zakazu negowania przestępstw albo ich usprawiedliwiania.
Autorzy starali się wpisać własne przekonania antykomunistyczne do politycznego porządku dnia prezydenta, w preambule, między innymi, wspominając zadania modernizacji i nader mityczne tendencje konsolidacyjne w krajach WNP. Dość nie-zgrabnie napisana preambuła i szereg niechlujnie sformułowanych propozycji praktycznych uczyniły z projektu wygodny cel krytyki jego z góry wiadomych przeciwników.
Krystalizacja stanowisk
W momencie pisania tego artykułu dopiero rozwija się dyskusja wokół projektu. Niewiele jest na razie krytyki konstruktywnej, nie jest jasna przyszłość dokumentu. Prezydent przekazał program- ironia polityki- Siergiejowi Naryszkinowi, Przewodniczącemu Komisji ds. Fałszowania Historii, szefowi swojej administracji, z poleceniem przeanalizowania „ważnych propozycji”. Co nieco można już jednak stwierdzić. Projekt oznacza przejście publicznej polemiki o historii do nowej jakości – w której wystarczająco dokładnie są sformułowane i powiązane politycznie dwa przeciwstawne stanowiska.
Jedno polega na tym, że potępienie przestępstw reżymu komunistycznego powinno zostać ograniczone do minimum. Po pierwsze, nie powinny one przesłaniać osiągnięć, do których, oprócz Zwycięstwa zaliczyć należy industrializację, kosmos, atom, likwidację analfabetyzmu itd. Po drugie, uznanie przestępstw komunistycznych osłabi pozycje Rosji w sferze międzynarodowej i spowodować może wypłaty niemożliwych do przewidzenia, wielkich rekompensat ofiarom reżymu i ich potomkom. I ostatnie, niewłaściwy jest czas na realizację programu, on rozbije społeczeństwo, doprowadzi do „wojny domowej”. Za ostatnim argumentem tkwi przekonanie, że prawie sto lat po rewolucji i pięćdziesiąt lat po śmierci Stalina, która oznaczała koniec masowych re-presji, nadal należy trzymać się taktyki „zapominania wypierającego”.
Obóz ten jest oczywiście nader niejednorodnym- są w nim zarówno komuniści, gotowi chodzić na demonstracje i pochody z portretem Stalina, jak i „państwowcy”, którzy Stalina nie kochają, ale bardziej jeszcze jego krytyków. W tym właśnie nurcie rozwijała się polityka historyczna lat 2003- 2009. Obywała się ona pod hasłem walki z oczernianiem, na ile to było możliwe dążyła do pomniejszenia skali represji (przypominam propozycję Daniłowa aby za ofiary represji uważać jedynie rozstrzelanych) i relatywizowania ich (zgodnie z zasadą „inni też nie są bez grzechu”).
W dużej mierze była to próba reanimowania dyskursu komunistycznego o bilansie osiągnięć i minusów okresu radzieckiego nawet nie w chruszczowowskiej lecz w breżniewowskiej wersji „kultu jednostki”, jednak bez obrony komunizmu jako ideologii. Tezy te mogą znaleźć poklask wśród sfrustrowanej części ludności, która jak do pustego kontenera ładuje w „Stalina” nostalgię za „wielkim mocarstwem”, „przyjaźnią narodów”, „ochroną socjalną”, niezadowolenie z rzeczywistej i rażącej nierówności społecznej, korupcji aparatu państwowego i innych ułomności Rosji współczesnej.
Inne stanowisko polega na tym, że społeczeństwo i władza polityczna powinny uczy-nić z potępienia przestępstw reżymu komunistycznego ważną część dyskursu społecznego o przeszłości oraz jeden z kluczowych elementów politycznej legitymizacji władzy. Pamięć o przestępstwach i ich ofiarach, o ile nie ogranicza się jedynie do utożsamiania się z ofiarami (co jest drogą najprostszą ale czasami nader niebezpieczną) lecz stawia kwestię ogólnonarodowej odpowiedzialności za grzechy minione, stać się może ważną dźwignią przekształcenia ogółu stosunków społecznych.
W kraju, jeśli chodzi o krytykę polityki historycznej i jej trend do „normalizacji” stalinizmu tradycyjnie największą aktywność przejawiały kręgi liberalne. Jednak próba przeciwników kursu na uzdrowienie pamięci historycznej i przedstawiania go jako spisku „liberastów”, może być udanym ruchem taktycznym, ale z góry wypacza rzeczywisty obraz. Zwolennikami zdecydowanego potępienia politycznego przestępstw komunistycznych są wcale nie tylko sami liberałowie, wielu z których rzeczywiście grzeszy „ślepą opozycyjnością” wobec państwa jako takiego.
Ostro antykomunistyczna książka „Historia Rosji. Wiek XX” pod redakcją Andrieja Zubowa, która uzyskała szeroki rezonans i stała się bestsellerem, napisana została z pozycji ideologicznych religijnych i częściowo konserwatywnych, a nie liberalnych. Nader różnorodne są przekonania polityczne autorów już ponad 50 tomów, które wy-szły w ramach projektu naukowo- wydawniczego „Historia stalinizmu”, realizowanego od roku 2008 przez wydawnictwo „ROSSPEN” wspólnie z Fundacją Borisa Jelcyna. Ponad 800 miejsc pamięci (muzeów, pomników, tablic pamiątkowych itd.) które stworzono w całej Rosji w celu upamiętnienia ofiar represji politycznych głównie w wyniku inicjatyw lokalnych, dowodzi, że temat ten bliski jest wcale nie tylko „liberałom wewnątrz Sadowego Kolca (obwodnica otaczająca centrum Moskwy- tł)”.
Polityka ta znaleźć może wsparcie wystarczająco szerokiej koalicji sił, różniących się poważnie w szeregu innych kwestii. Kierownictwo RPC (rosyjski skrót od Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej- tł) z patriarchą Kiriłłem na czele niejednokrotnie demonstrowało stanowisko antystalinowskie i antykomunistyczne. RPC w trakcie dyskusji nad projektem programu uwiecznienia pamięci ofiar reżymu totalitarnego jej główną ideę- dokonania oceny politycznej i prawnej przestępstw, popełnionych przez reżym bolszewicki – poparła.
W establishmencie znalazło się wcale niemało ludzi o stabilnych przekonaniach antykomunistycznych. Przekonania te nie zawsze jednak są zbieżne z poglądami liberalnymi. Inni gotowi są do poparcia takiej polityki z pobudek koniunkturalnych. W styczniu roku 2011 szereg działaczy „Rosji Jednolitej” wystąpił z nie nowym pomysłem pochowania Lenina. W zasadzie partia gotowa jest do solidaryzowania się z linią antykomunistyczną, o ile przyniesie to dywidendy polityczne.
W tej sytuacji polityka pamięci stać się może ważnym elementem ogólnej agendy dnia, w tym ważnym wyróżniającym elementem pozycjonowania prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, dążącego do ponownego stania się kandydatem (spośród władzę sprawujących) na to stanowisko i, co najważniejsze, usiłującego znaleźć nowe idee dla legitymizacji i transformacji reżimu istniejącego, którego ideologia, trzeba to szczerze przyznać, uległa zużyciu. Potępienie pozaprawnych represji i terroru klasowego bolszewików dobrze koresponduje z tematyką państwa prawa i demokratyzacji, kształtowania narodu politycznego, którą Miedwiediew umieszcza w centrum swojej retoryki.
Trudno przewidzieć, jak ta dyskusja będzie się rozwijać. Przeciwnicy potępienia przestępstw komunizmu mobilizowali się po to, aby skierować polemikę w nurt zwykłej polityki historycznej- z osobistymi atakami na oponentów, umyślną deformacją ich stanowisk, z krzykami o zdradzie narodowej. Jest jednak szansa, że nie uda się tej dyskusji sprofanować. Wydaje się, że zarówno wśród zwolenników jak i wśród przeciwników antykomunistycznej polityki pamięci jest dosyć ludzi, zdolnych do dialogu merytorycznego.
Rzuca się, oczywiście, w oczy brak w Rosji tej tradycyjnej infrastruktury dyskusji publicznej, jaką na przykładzie Niemiec i Austrii analizował David Art. Ukazał on znaczenie ogólnonarodowych organów prasowych jako płaszczyzn konfrontacji różnych punktów widzenia i rejestrowania przemian świadomości społecznej w kwestiach pamięci społecznej i norm dla poprawnych politycznie wypowiedzi. W Rosji nie ma takiego organu prasowego, który mógłby odegrać rolę takiego moderatora. Usiłuje podjąć ją Internet, w którym rozwija się podstawowa aktywność. W tym sensie dalszy przebieg polemiki o polityce pamięci stanowi szczególny przedmiot zainteresowania metodologicznego dla badacza, gdyż być może jest jednym z pierwszych przykładów takiego procesu przez Internet zogniskowanego.
Kraj uniknął paroksyzmu polityki historycznej, który jeszcze w roku 2009 wydawał się nieunikniony. Dzisiaj trudno już sobie wyobrazić, aby tendencja, której apogeum stanowiło rozporządzenie o utworzeniu Komisji ds. Walki z Fałszerstwami i podręcznik Filippowa- Daniłowa, mogła odrodzić się z poprzednią mocą, tupetem i pewnością sukcesu. Równocześnie oczywiste jest, że batalie w społeczeństwie w związku z polityką pamięci będą kontynuowane z rosnącą intensywnością.
Możliwe, że staną się one ważną, o ile nie określającą składową ideową procesu przeformatowania całej przestrzeni społeczno- politycznej. W istocie jest to nieuniknione w dwadzieścia lat po rozpadzie ZSRR i stopniowym usuwaniu z pamięci „operacyjnej” coraz większej części ludności związanego z nim łańcucha emocjonalno- obrazowego. Nie jest do przewidzenia na razie, jakiego rodzaju „mit historyczny” wejdzie na miejsce tego, który jest przedmiotem polemiki przez dwa ostatnie dziesięcioleci.
Alieksiej I.Miller
– dr hab. nauk hist., prac. naukowy w Instytucie Informacji Naukowej Nauk Społecznych RAN
Artykuł w wersji pełnej przygotowywany jest do druku w książce pod redakcją A. Millera i M. Lipman :”Polityka historyczna w wieku XXI”.
Źródło: „Rossija w Głobalnoj Politikie” (Rosja w Polityce Globalnej- tł) 3/ 2011 http://www.globalaffairs.ru/number/Labirinty-istoricheskoi-politiki-15219
Tłumaczył Henryk B. Tymiński, Łódź




In English
по русском языке




