Rozwój Polski Wschodniej

Rozmowa z Bogusławem Kowalskim – członkiem Sejmowej Komisji Infrastruktury, sekretarzem stanu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego

Robert Marchwiany: – Panie Pośle, na ile ocenia Pan zagrożenie ponownego pozbawienia Zamościa i Zamojszczyzny połączeń kolejowych?

Bogusław Kowalski: – Uważam, że zagrożenie istnieje. Po pierwsze dlatego, że Zamość i Zamojszczyzna nie są uwzględnione w rządowym planie tak zwanych połączeń  międzywojewódzkich dofinansowanych z budżetu państwa. Cała więc odpowiedzialność za tutejszy transport kolejowy, konieczny do realizacji ze względów społecznych, spada na samorząd województwa lubelskiego. Jak wiemy, samorząd wojewódzki ma wiele wydatków i obciążeń. Przez to rzeczywiście może się pojawić sytuacja, że nie będzie on w stanie dofinansować zbyt wielu połączeń lub w ogóle żadnych. Wiele też zależy od frekwencji w realizowanych tutaj połączeniach, a to z kolei zależy od stanu infrastruktury, która nie do końca – albo w ogóle – nie jest w rękach samorządów. To jest konsekwencja decyzji państwowych, bo jeżeli pociąg będzie jechał z prędkością 20-30 kilometrów na godzinę i trasę, którą samochód pokonuje w godzinę, pociąg jechałby przez trzy-cztery godziny, to oczywiście nikt nie będzie chciał korzystać z takiego transportu – nawet jeżeli będzie on dotowany. Tak więc żeby walczyć o kolej na Zamojszczyźnie, trzeba podjąć działania zarówno na płaszczyźnie działalności przewozowej, czyli aby była utrzymana minimalna siatka połączeń, ale również w zakresie nakładów na infrastrukturę, aby pociągi osiągały prędkość przynajmniej 60-80 kilometrów na godzinę. Wtedy będzie to transport konkurencyjny dla transportu autobusowego.

- Problem polega na tym, że nasze linie mają znaczenie głównie lokalne, co – jak wiadomo – jest w dużej mierze pozbawione finansowania w zakresie choćby niezbędnych remontów, by utrzymać prędkość szlakową w standardach, o których Pan powiedział. Jaki pomysł na to ma Prawo i Sprawiedliwość?

-

-

- Chcemy wprowadzić rozwiązanie znane na przykład w systemie niemieckim. Tam ustawowo jest zapisane, że 30 procent środków kierowanych na modernizacje i utrzymanie infrastruktury kolejowej jest przeznaczane na linie o znaczeniu lokalnym. Chcemy więc wprowadzić takie ustawowe zobowiązanie. Nie ma oczywiście możliwości, by konkretnie wskazywać w nim o które linie ma chodzić, ale myślę, że jeżeli chodzi o kategorie, to nie powinno być takiej sytuacji, jak w tej chwili mamy, że wszystko jest skoncentrowane na kilku szlakach międzynarodowych, co powoduje, że reszta jest skazana na zagładę. Podobne rozwiązania są przygotowywane, jeśli chodzi o system dróg, by nie budowano tylko autostrad, choć oczywiście one też są ważne i stanowią kręgosłup całego systemu transportowego. Chcę jeszcze dopowiedzieć, aby w nowej agendzie unijnej utrzymać w Regionalnych Programach Operacyjnych – albo wręcz zobowiązać do wpisania takiej kwestii, by samorządy mogły na najbardziej zagrożone i newralgiczne linie kolejowe część środków unijnych kierować. Czyli to takie dwie połówki jednego jabłka – z jednej strony zobowiązanie w ustawie, że środki muszą być co najmniej w 30 procentach przeznaczane na lokalne linie i z drugiej, żeby utrzymać te pieniądze w nowej agendzie unijnej.

- Wiadomo, że bardzo promowana jest przez obecny rząd wizja tak zwanych Kolei Dużych Prędkości, czyli tak zwanego „Ygreka” na linii Warszawa – Łódź – Wrocław (Poznań). Wiadomo, że ta linia szybko nie powstanie, a trzeba będzie czekać około 10 lat, żeby pierwszy taki pociąg pojechał, ale przez ten czas będą na te koleje pakowane ogromne środki. Czy zatem Prawo i Sprawiedliwość chce tutaj troszkę przykręcić kurek?

- Absolutnie nie. Chcę  wyraźnie powiedzieć, że podstawą jest zasada zrównoważonego rozwoju, która musi dotyczyć w szczególności transportu. Oznacza to, że najbardziej nowoczesnych form transportu nie należy zaniedbywać, bo Polska nie może być skansenem. Z drugiej strony musi być kompleksowe i pełne utrzymanie obecnej sieci transportowej. W związku z tym absolutnie nie może być tak, że Koleje Dużych Prędkości będą rozwijane kosztem dotychczasowej infrastruktury. Tak naprawdę dzisiaj nie ma pomysłu z czego finansować KDP. Natomiast na pewno nie może to pochodzić z tej puli, która jest obecnie, bo ona i tak jest za mała.

- Czy w takim razie ocenia Pan jako wystarczające obecne działania rządu zmierzające do modernizacji najważniejszych obecnie szlaków kolejowych, takich jak linia E-20, czy E-30? Chodzi tu głównie o podniesienie prędkości szlakowej do 160 kilometrów na godzinę.

- Taka prędkość jest optymalna i w dzisiejszej rzeczywistości realna. Natomiast spór między nami, a rządem opiera się na filozofii w rządzeniu krajem. Rząd uważa, że trzeba się skoncentrować na kilku najważniejszych metropoliach, które będą liderami rozwoju, kosztem prowincji. Naszym zdaniem zasada zrównoważonego rozwoju wymaga, aby równomiernie rozwijać wszystkie obszary, a nawet te najbardziej zaniedbane podciągać. Czyli nie rozwierać tych nożyc dysproporcji, lecz zwierać. Stąd uważamy, że szczególnie duży strumień finansów powinien pójść na regiony najbiedniejsze, w tym na Lubelszczyznę. Wszak we wszystkich wskaźnikach ekonomicznych Lubelszczyzna jest raczej w ogonie rozwoju, niż jest jego lokomotywą. Jak wiemy, stan tutejszej infrastruktury daje podstawy do tego, by w nią inwestować. Jeśli infrastruktura będzie zaniedbana, to region nigdy nie ruszy do przodu.

- Porozmawiajmy jeszcze o drogach. W swoim wystąpieniu na spotkaniach z mediami i mieszkańcami Zamościa poruszył Pan temat wprowadzenia od 1 lipca elektronicznego systemu poboru opłat dla samochodów o wadze powyżej 3,5 tony na najważniejszych drogach – w tym na obwodnicach…

- I wszystkich autobusów, niezależnie od ich masy całkowitej.

- Jak Pan mówił, to będzie dotyczyć naszego regionu już  od przyszłego roku…

- Może dotyczyć. Ja nie wiem kiedy rząd wprowadzi do tego systemu drogę numer 17, ale jest to w planach. W pierwszej fazie działania systemu obejmie 1400 kilometrów dróg. Docelowo ma objąć 9 tysięcy, a więc widzimy, że ten początek stanowi naprawdę niewielką część całości. To zaledwie niecałe 20 procent. To jest związane z możliwościami technicznymi instalacji oprzyrządowania, które służy pobieraniu tych opłat. Następny etap będzie 1 stycznia i być może już wtedy niektóre odcinki drogi numer 17 zostaną włączone do tego systemu. Ja tego nie wiem w tej chwili, ale z informacji, które mamy, wiemy, że na pewno cała droga numer 17 w tych 9 tysiącach kilometrów się znajdzie. Problem polega na precedensie. To, co w pierwszej fazie zostanie przyjęte jako zasada – czyli na przykład, że obwodnice są płatne – na pewno będzie obowiązywało również w dalszych etapach poszerzających ten system. Zatem jeśli teraz będzie przyjęte, że obwodnice są płatne, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa, jeśli nie z pewnością, stwierdzić, że w przyszłości wszystkie obwodnice będące w ciągu drogi numer 17 – obwodnica Zamościa, Krasnegostawu, Piask, Tomaszowa Lubelskiego, Garwolina – będą włączone do tego systemu ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla ludności lokalnej.

- Jednakże wiadomo, iż dokumenty – tak zwane strategie rozwoju – jakoś nie obejmują tych inwestycji infrastrukturalnych na terenie Lubelszczyzny i Zamojszczyzny. Czy Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie zadeklarować, że będzie dążyło do zmiany tego stanu rzeczy, aby ta infrastruktura szybciej niż jest to w planach stała się lepsza?

- Żeby nie być gołosłownym chcę powiedzieć, że „Program Rozwoju Polski Wschodniej”  to jest nasz pomysł. Myśmy zawsze przykładali dużą wagę do rozwoju tak zwanych województw wschodnich. Z wielu powodów – i ze względu na filozofię solidaryzmu społecznego, i na zasadę zrównoważonego rozwoju, ale też nie ukrywamy swojej wielkiej sympatii dla tego terenu, gdzie mamy zawsze bardzo duże poparcie społeczne. Te wszystkie czynniki powodują, że na pewno będziemy chcieli ten „Program Rozwoju Polski Wschodniej” rozbudować o kolejne projekty, zwłaszcza infrastrukturalne. Tutaj wielką perspektywą jest ożywienie współpracy ze Wschodem, zwłaszcza z Ukrainą, do czego będzie potrzebna odpowiednia infrastruktura i inwestycje o znaczeniu przemysłowym.

- A gdzie Prawo i Sprawiedliwość będzie szukać oszczędności, żeby te wszystkie projekty zrealizować? Wiadomo, że kraj zadłuża się coraz bardziej.

- Panie redaktorze, jesteśmy pod wielkim wrażeniem tego, co robi Viktor Orban na Węgrzech. Jego polityka jest niespotykana do tej pory i prowadzona w oparciu o model, że obciąża się kosztami kryzysu i finansowania rozwoju najbogatsze konsorcja, ale poluzowuje się obciążenia podatkowe małym i średnim przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym. Ona przynosi już na Węgrzech bardzo pozytywne efekty. Wzrost PKB za ostatni kwartał był u nich wyższy niż spodziewany. My też chcielibyśmy pójść tą drogą i tego nie ukrywamy. Tak więc wielkie korporacje, które na Polsce dużo zarobiły, muszą teraz troszeczkę przyłożyć się do finansowania naszego rozwoju – w większym stopniu niż małe przedsiębiorstwa, które potrzebują pomocy.

- Panie Pośle, bardzo Panu dziękuję za rozmowę.

- Ja też dziękuję.

Rozmawiał: Robert Marchwiany

Rozmowa ukazała się  w tygodniku „Gazeta Zamojska”, 21 czerwca 2011 r.

Już nie można komentować tego artykułu.