Integracja w społecznej próżni?

Po trzech miesiącach od tragicznych, lipcowych wydarzeń Norwegia nadal nie może otrząsnąć się z szoku.

Jaka jest właściwie przyczyna tego co wydarzyło 22 lipca? Odpowiedzieć niełatwo, choć próby takie podjęto. Naukowcy z Uniwersytetu w Oslo wskazują na skomplikowane tło kulturowe. Socjolog Grete Brochmann opisuje norweskie społeczeństwo jako z gruntu konformistyczne i podkreśla znaczenie prawa Jante (janteloven), które przez wieki kształtowało małe wspólnoty skandynawskie w duchu egalitaryzmu, tępiącego wszelkie indywidualistyczne odruchy. Zderzenie tych norm z wartościami wyznawanymi przez np. islamskich imigrantów, opartymi na religii, doprowadziło do sytuacji krytycznej.

Ale przecież podobne problemy z adaptacją imigrantów np. do norm laickiej Francji czy

Holandii istnieją od dziesiątków lat. Dlaczego w reakcji nie pojawił się na arenie dziejowej francuski czy holenderski Anders Breivik?

-

-

Wydaje się, że w Norwegii nowoczesny nordycki altruizm zderzył się ze zbudzonym nordyckim nacjonalizmem. Dlatego celem tak bezwzględnego ataku stała się rządząca Partia Pracy (Arbeiderpartiet), utożsamiona przez zamachowca ze źródłem zła opisanym przez niego w „manifeście” – polityką imigracyjną (z całego tego eklektycznego bełkotu najwięcej wyjaśnia jedno zdanie: Moje ukochane Oslo stało się wielokulturowym szambem).
Antropolog kultury Thomas Hylland Eriksen nie waha się wskazać na mniej chwalebne strony norweskiego nacjonalizmu, jak poczucie wyjątkowości, pewien element rasistowski.

Po wtóre, trudno integrować się muzułmanom w społeczeństwie w którym równość płci jest niejako podstawą życia społecznego.

Pierwszą reakcją premiera Jensa Stoltenberga po zamachach była deklaracja jeszcze większej otwartości. W ostatnich wyborach samorządowych jednak, Norwegowie gremialnie poparli Konserwatystów (Høyre). Czy to autocenzura nie pozwoliła im w większej liczbie głosować na nacjonalistyczną Partię Postępu (Fremskrittspartiet)?
Dwa tygodnie przed tragedią, Integrerings Barometeret opublikował wyniki badań na reprezentatywnej próbie 1380 osób. 53,7 procent Norwegów sprzeciwia się dotychczasowej polityce imigracyjnej i jest to tendencja rosnąca (45,8 procent w roku 2005). Polityka multi-kulti nie zdała egzaminu i jest tego powszechna świadomość w całej Europie, czego oficjalnie dają wyraz nawet politycy tej miary co prezydent Francji i kanclerz Niemiec. Sierpniowe zamieszki w Wielkiej Brytanii i burdy wzniecane przez „młodzież ” we Francji, dopełniają dramatycznego obrazu sytuacji kreowanej długimi latami przez opiniotwórcze gremia kierujące się poprawnością polityczną.

Takie są koszta błędu w metodzie. Asymilacja – owszem, do jakieś stopnia, dopóki potrzeba taniej siły roboczej. Ale integracja wymaga dobrej woli obu stron, wysiłku koncepcyjnego

i wzajemnego szacunku.
Norweskie Biuro Statystyczne (SSB) przewiduje tymczasem, że do roku 2014 będzie przybywać do Norwegii około 45 tysięcy imigrantów rocznie i to oni wypełnią lukę ponad 200 tys. miejsc pracy jakie wykreuje gospodarka norweska.

Tworzy się więc sytuacja niebezpieczna, która świadczy o rozminięciu interesów: rozpędzona gospodarka nie jest w stanie wypełnić luki na rynku pracy dzięki „etnicznym Norwegom” których opór przeciwko imigrantom rośnie, również dzięki mediom, niechętnie nastawionym wobec przybyszów. Ciągła wyprowadzka „etnicznych Norwegów” z dzielnicy Groruddalen

w Oslo jest aż nadto wymowna. Z drugiej strony, lewicowy rząd deklaruje kontynuację,

a nawet liberalizację polityki imigracyjnej.
Oficjalne dane SSB mówią o liczbie 46 707 Polaków legalnie przebywających w Królestwie Norwegii w dniu 1 stycznia 2010 roku. Od tego czasu minęły prawie dwa lata i liczba Polaków rośnie proporcjonalnie do pogarszającej się sytuacji na rynku pracy w Polsce. To słychać na ulicach Sandviki, Asker i Oslo.
Nie sposób przewidzieć jaka będzie w tych warunkach metodyka działania administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, policji. Pracownicy instytucji i służb publicznych, wzięci między młot a kowadło, podlegając presji psychologicznej rodaków z jednej strony,

a z drugiej zobligowani do ochrony rządów prawa, znajdują się w sytuacji mało komfortowej. Ich reakcje mogą być nieprzewidywalne.

Niedawne odwołanie przez polskie MSZ konsul Adrianny Warchoł za porównanie Barnevernet z Hitlerjugend przy okazji brawurowej akcji Krzysztofa Rutkowskiego, nasuwa refleksje na temat naszego postrzegania Norwegii. Na własne życzenie, przez długie lata patrzyliśmy na ten kraj przez różowe okulary. Tymczasem nordycka północ jest o wiele ciekawsza.

Marek Bednarz, Oslo

bem@autograf.pl

Artykuł pierwotnie ukazał się z nieco zmienioną treścią na łamach tygodnika Co? Gdzie? Kiedy? wydawanego przez Nor-Con AS dla Polaków mieszkających w regionie Akershus.

Już nie można komentować tego artykułu.