Nie tędy droga, panowie z „Naszego Słowa”

UPA 35Zaledwie tydzień minął od lania łez nad grobem zmarłego Bohdana Osadczuka, który jako bohater narodowy dwóch krajów łączył zwaśnioną Polskę z banderowską Ukrainą, a tu już dzisiaj odezwali się jego (Osadczuka) sprzymierzeńcy. Wprawdzie nie wzywają do czczenia osoby zmarłego, ale wypominają i to w dodatku fałszywie obronę Polaków przed ich śmiertelną, męczeńską bronią.

Ale na początku kilka danych liczbowych. Do niedawna mówiło się, że w Sahryniu zginęło około 200 osób. Liczba ta bodajże w przedostatnim numerze „Naszego Słowa” wzrosła do 400 osób. Pisałem o tym w swoim felietonie niedawno. Dzisiaj „Nasze Słowo” nr 45 (2831) z 6 listopada podaje już znacznie wyższą liczbę, bo aż 1240. Oczywiście jak to bywa w prasie, ktoś tam mówi, szepcze, inni to podchwytują i orzekają autorytatywnie 1240. Tego już obalić się nie da, to już żyje życiem własnym.

Przy końcu lata tego roku – pisze „Nasze Słowo” – telewidzom pokazano film w TVP [bardzo żałuję, że go nie oglądałem – AM] TV – Show „Sahryń”. Nie wiem co znaczy po ukraińsku show, ale sądzę, że to samo co po polsku. Ale to jeszcze pół biedy. Notatka pod tym tytułem nie zostawia suchej nitki na AK i BCh. To Polacy pod tymi znakami mordowali. To Polacy mordowali dzieci, czego nie chce film pokazać. To Polacy atakowali. Biedni banderowcy, przepraszam, biedni upowcy tylko się bronili. Może w tym miejscu zacytuję jeden z meldunków dowódcy kurenia:  „Zlikwidowałem wszystkich Polaków od małego do starego. Wszystkie budynki spaliłem, mienie i chudobę zabrałem dla potrzeb kurenia. Podpisał: „Łysy”.

Tak było na całych Kresach Wschodnich i południowo-wschodniej części obecnej Polski. To Polacy mordowali dzieci. Biedny autor notatki w „Naszym Słowie”. Ciekawa rzecz, film wyświetlono przy końcu lata, bitwa w Sahryniu była 10 marca 1944 roku, a dzisiaj 6 listopada rozpatruje się skutki bitwy, chociaż pomnik zabitych Ukraińców w Sahryniu czeka na poświęcenie już ponad trzy lata? Jaworzno jest przykrywką Ostrówek. Dzisiaj tę przykrywkę Ostrówek poszerzam o Sahryń. Już samo podanie liczb zabitych potwierdza moje przypuszczenie. Według danych, podawanych kiedyś, zabitych w bitwie było około 200 osób, dwa tygodnie temu liczba ta wzrosła do 400 zabitych, dzisiaj – pisze „Nasze Słowo” – „Ukraińscy historycy podają jeszcze większe cyfry: nawet do 1240 zabitych. Główną przyczyną tego czynu był posterunek UPA”.

Wszystko tu trąci ekshumacją w Ostrówkach. Nawet liczbą zabitych w Sahryniu. Trzeba było przebić Ostrówki. Sprawa spotkania prezydentów jakby przycichła, trzeba więc czymś innym zagłuszyć temat. Kiedyś w socjalizmie przeciwnicy prawdy zagłuszali Radio Wolna Europa, dzisiaj pobratymcy banderowców zagłuszają pamięć ofiar ludobójstwa.

„Nasze Słowo” zarzuca filmowi, że pokazuje nagrobki dzieci polskich zamordowanych przez banderowców, a nie podaje pomników dzieci zamordowanych przez AK i BCh. Pomniki stawia się zamordowanym, a nie żyjącym. Powtarzałem to już wielokrotnie: Polacy nie mordowali! Polaków mordowano, w tym i dzieci polskie, dlatego nie ma tablic ukraińskich dzieci. Niestety, całej prawdy film nie mógł pokazać, technika na to jeszcze nie pozwala. W Ostrówkach znaleziono mogiły 31 dzieci w wieku do 7 lat. Miejsca ich pochówku mogli rozpoznać tylko i wyłącznie specjaliści wysokiej klasy. Ciało dziecka w bardzo krótkim czasie mineralizuje się. W miejscu pochówku po takim dziecku pozostaje tylko cień. Tak nazywają to miejsce archeolodzy. Tego dotknąć się nie da, tego ruszyć się nie da, tego sfotografować nie można, bo jak już powiedziałem nie ma do tego środków technicznych. Można jedynie zapisać „ręcznie” i w tej formie wpisać do historii. Takich cieni naliczono w Ostrówka 31. Komentarze zostawmy innym – znawcom.

Szanowny Autorze notatki o Sahryniu, proszę wziąć do ręki grube tomy wspomnień dzieci polskich, zebrane przez panią Lucynę Kulińską. Na szczęście zdążyła zebrać je dopóki żyli jeszcze autorzy tych wspomnień. Bo dzisiaj czas po wielu z nich pozostawił tylko szczątki. Świadkowie tamtych czasów, do których i ja należę, już sami traktują to jako wytwór fantazji, bowiem czas leczy prawie wszystkie choroby, a dla słuchacza, który nie był w tym piekle, lub jest zbyt młody by pamiętać to co opowiadamy traktują jako wybujałą fantazję z „Tysiąca i jednej nocy”. A mogę coś na ten temat powiedzieć. Mam dobrą pamięć, może nawet wyjątkowo dobrą. Może dlatego to piekło, stworzone przez pobratymców autora notatki, ciągle przed oczami stoi. A co będzie, gdy odejdą ostatni świadkowie tamtych czasów? Tego nie mogę sobie wyobrazić. Przecież może dojść do kolejnej rzezi (rizanija) właśnie za to co już zaczyna się pokazywać w polskim piśmie tylko pisanym po ukraińsku. Czy autor „show Sahryń” wie co się działo w Hucie Pieniackiej? Czy wie co się działo w Parośli? Czy wie co było w Gaju? I w tysiącach podobnych miejscowości? Czy ci co uszli z życiem mogą o tym spokojnie mówić, opowiadać? Strzelanie do 10-letniego chłopca, który oszołomiony biegał po trupach nie mogąc uciekać. Strzelano tak aby nie trafić i nie stracić z oczu widowiska? Inny siedmioletni chłopiec przeżył, bo zalała go krew matki jego i sprawiał wrażenie zabitego. Wreszcie pozostawione dzikim zwierzętom trupy zaczęły się rozkładać i to było powodem zakopania, bo odór przeszkadzał normalnemu życiu tamtejszych mieszkańców.

Autor notatki twierdzi, że w Sahryniu był malutki posterunek. Bardzo możliwe, nie zaprzeczam. Bo po co w ogóle jest posterunek przydużym oddziale wojska? Papier wytrzyma wszystko, każde kłamstwo można napisać. Dalej można wyczytać w notatce, że to Polacy robili czystkę etniczną, chociaż jest to napisane innymi słowami. W ZSRR z głodu umarło około 8 milionów Ukraińców, a sami Ukraińcy zabili, przepraszam, zamordowali około 80 tysięcy swoich pobratymców, a Polacy ilu Ukraińców zabili? Do tej pory nikt nie policzył. Jak wiadomo jest to tylko symboliczna liczba. A jak wygląda tak zwany polski pogrom? Polskie samoobrony zaczęły się tworzyć po apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Parośle padło w lutym. Kisielin, Poryck i inne padły 11-12 lipca 1943 r. Z Kisielina przybyło najwięcej uciekinierów do Zasmyk. A w Zasmykach samoobrona zaczęła się tworzyć dopiero 16 (szesnastego) lipca 1943 r. A więc wtedy, kiedy strumieniami płynęła krew niewinnych ludzi. Co mogła zasmycka samoobrona zrobić mając w swoich szeregach około 20 młodzieńców, którzy po raz pierwszy w swoich rękach trzymali bron? Symboliczna data. Nawet wezwali Polaków do poddania się inaczej – zagrozili – zniszczeniem Zasmyk. (cynizm w najgorszym wydaniu). Zasmycka samoobrona uprzedziła bulbowców o jeden dzień. 31 sierpnia 1943 r. uderzyła niespodziewanie jako pierwsza. Pierwsza potyczka i pierwsze zwycięstwo. Ukraińcy umieli jedynie walczyć z oseskami i kobietami. Oprócz kilku uzbrojonych Ukraińców zginęli prawdopodobnie również i jacyś cywile, którzy jechali po łupy. W tej potyczce tak dla jasności podam, że stosunek sił wynosił: Polaków było 55, Ukraińców było około 600. Zaskoczenie to sukces. Znam Zasmyki, bowiem tam urodziłem się i tam  się wychowywałem. Dzisiaj Zasmyk nie ma chociaż nazwa powróciła, bo nazwy też nie było. Pozostało zaledwie kilka chałup, dwa czy trzy domy, drzewa, krzewy i chaszcze. Bywałem tam kilkakrotnie. Niestety lata zmusiły mnie do siedzenia w domu. Zdrowie gdzieś uleciało.

Panowie z „Naszego Słowa”! Zanim coś napiszecie zastanówcie się nad treścią jeszcze przed wysyłką gazety.

Antoni Mariański

Nr 47-48/2011

Już nie można komentować tego artykułu.