Norwegia na rozdrożu

Królestwo Norwegii żyje dwoma wydarzeniami: roszadami w rządzie jakie są następstwem wystąpienia byłego ministra sprawiedliwości i byłej minister obrony w parlamencie oraz pierwszym przesłuchaniem Andersa Breivika.

Najpierw krwawe zamachy 22 lipca, potem fala gwałtów  i morderstw w Oslo, nadwyrężyły zaufanie do polityka który pełnił swoją funkcję od sześciu lat. Knut Storberget był bodaj najdłużej urzędującym ministrem sprawiedliwości (i policji). Jego miejsce zajęła Grete Faremo  która pełniła tę funkcje w l. 1992-1996, w rządzie Gro Harlem Brundtland i jest uważana za wszechstronnego weterana lewicowej Partii Pracy. Dotychczas pełniła funkcję ministra obrony. Na tym stanowisku zastąpił ją z kolei dotychczasowy wiceminister spraw zagranicznych Espen Barth Eide.

Na najważniejsze pytanie nie ma do tej pory odpowiedzi: czy Anders Behring Breivik działał sam? Jeśli nie, jeśli podczas rozpoczynającego się na wiosnę procesu okaże się, że nie był „samotnym wilkiem”, jeśli Norwegowie dowiedzą się, ze jego kontakty zostały przeoczone, czy nawet zlekceważone przez służbę bezpieczeństwa PST, to Królestwo Norwegii czeka trzęsienie ziemi. 

Jak na razie jednak opinia publiczna musi kontentować się informacją przekazaną na forum Stortinget. Krótki czas reakcji policji w kraju tak ukształtowanym geograficznie jak Norwegia, wymaga najlepszego sprzętu jaki jest do dyspozycji. Zaplanowano nie tylko rozbudowę ratunkowej sieci telekomunikacyjnej. Nowe śmigłowce jakie zostaną zakupione, mają oprócz zadań ratowniczych, pełnić również funkcje bojowe. Rząd pracuje też nad utworzeniem centrum reagowania kryzysowego w Oslo. palac krolewski w oslo

Minister Knut Storberget mówił w parlamencie o potrzebie wsparcia działań policji przez siły zbrojne dysponujące bazą lotniczą w Rygge i wydaje się, że tutaj tkwi sedno sprawy.

Z wystąpienia b. minister obrony Grete Faremo wynika, że baza w Rygge utrzymywała pełną gotowość do lata 2009 roku, kiedy to zdecydowano wzmocnić pomoc medyczną dla Afganistanu. Stąd pierwsza z maszyn  będących do dyspozycji feralnego dnia poderwała się w powietrze dopiero o 18:57. Trzy i pół godziny po wybuchu bomby w dzielnicy rządowej i pół godziny po aresztowaniu Breivika.

Trudno się dziwić, że deputowani opozycji grzmią: państwo nie zdało egzaminu, nie potrafi chronić bezpieczeństwa Norwegów. Tradycyjnie nieuzbrojona policja jest postrzegana jako wartość sama w sobie w tym społeczeństwie, chlubiącym się wysokim stopniem zaufania i dużą dozą otwartości. Ale 22 lipca norweski świat się zmienił bezpowrotnie. 

Knut Storberget – mając zapewne świadomość końca tej północnej Arkadii – zachęcał w parlamentarnym przemówieniu do debaty: jakiego społeczeństwa chcemy? Czym ma być Norwegia? Są to pytania na pozór tylko abstrakcyjne.

Ostatnie 40 lat historii tego kraju to epokowa zmiana. Ropa  i gaz przyniosły bogactwo, ale i zmieniły społeczeństwo z jednolitego etnicznie na wielokulturowe. To znalazło swoje tragiczne konsekwencje. Niestabilność kraju tak zasobnego w zapasy wody pitnej  i surowce energetyczne, zajmującego strategiczną pozycję w Arktyce,  ma swój dalekosiężny wydźwięk międzynarodowy. Thomas Hegghamer z Norweskiego Instytutu Obronności (FFI) w Oslo stawia tezę o rozwoju makronacjonalizmów – nacjonalizmów znajdujących odniesienie do państw narodowych wyznających podobne wartości. W przełożeniu na język potoczny oznacza to, iż temu odłamowi islamu który preferuje terroryzm, zechce stawić czoła jego odpowiednik ze świata Zachodu. Wybór celu nie jest tak oczywisty. Dla Breivika była to Partia Pracy, „zdrajcy”.

A przed Norwegią była Szwecja. Rok temu w Malmö napastnik po raz kolejny ostrzelał grupę imigrantów. Wielu zranił i zabił. Z kolei Niemcy obudzili się ostatnio w kraju w którym od 15 lat istniała zakonspirowana grupa terrorystyczna o charakterze neonazistowskim i antyimigranckim. Norweska bezpieka PST informuje też o kontaktach Norwegów z Rosjanami, którzy cieszą się wśród grup radykalnych dużą estymą.

Aresztowanie trzech (w tym Ujgura  i Uzbeka) podejrzanych o próbę wysadzenia ambasady chińskiej w Oslo konspiratorów, skłania do przypuszczenia, iż Norwegia może być położona na linii frontu. Na razie jest bezbronna jak niemowlę. Czy związki Norwegii z USA zapewnią bezpieczeństwo? Zapewne i o tym rozmawiał premier Jens Stoltenberg podczas październikowej wizyty w Waszyngtonie.

 Marek Bednarz, Oslo

 Artykuł pierwotnie ukazał się z nieco zmienioną treścią na łamach tygodnika Co? Gdzie? Kiedy? wydawanego przez Nor-Con AS dla Polaków mieszkających w regionie Akershus.

Już nie można komentować tego artykułu.