Piłsudczyzna niech świętuje 1 maja – rozmowa ze Stanisławem Zakrzewskim, działaczem katolickim i narodowym

Zdj ZakrzBył Pan uczestnikiem tegorocznego Marszu Niepodległości zorganizowanego m.in. przez Młodzież Wszechpolską i ONR. Jak ocenia Pan wydarzenia, które towarzyszyły pochodowi? Jak wiadomo, sam Marsz przebiegał bez większych zakłóceń, problemem były jednak towarzyszące mu grupki kibiców.

- W dniu 11.11. br. uczestniczyłem w tzw. „Marszu Niepodległości”, który rozpoczął się mszą, zamówioną przez organizatorów w kościele pw. św. Barbary o godz. 13:30. Kibiców jednak na mszy widać nie było. W czasie samego marszu widzieliśmy różne grupy, poza zwykłymi warszawiakami, którzy przyszli nierzadko z dziećmi, były wśród uczestników pochodu osoby znane nam z poprzednich manifestacji. W przeważającej jednak mierze byli to ludzie nie biorący dotąd udziału w podobnych przedsięwzięciach. Na tym tle wyraźnie widoczne były środowiska piłsudczykowskie z „Gazety Polskiej”, wśród nich Jerzy Robert Nowak. Widziałem też grupki w szalikach klubowych, częściowo z zasłoniętymi twarzami (co nie miało uzasadnienia, gdyż gaz łzawiący użyty był przez policję tylko na początku, ok. godz. 15). Co do incydentów, to w czasie przemarszu, w okolicy ambasady Rosji, na ul. Belwederskiej zaobserwować można było prowokacyjne zachowania. Rzucano race w kierunku ambasady i krzyczano dość niecenzuralne hasła. Także przy Belwederze skandowano mało wymyślne epitety pod adresem władz (np.: „Tusk matole, Twój rząd obalą kibole”). Widać było, że obecna jest grupa młodych ludzi, chcąca doprowadzić do jakiejś „zadymy”. Wyraźnie można jednak było rozróżnić hasła skandowane przez środowiska kibiców od haseł narodowych (np.: „Wielka Polska Katolicka”, „Narodowe Siły Zbrojne”). Z drugiej zaś strony, w kolportowanej przez organizatorów ulotce sygnowanej przez „Politykę Narodową” znalazł się artykuł zatytułowany „Kibice to normalna Polska”.

Samo przejście pochodu, po wymarszu z Pl. Konstytucji, gdzie policja była zmuszona do użycia gazu łzawiącego, było w miarę spokojne. Nie towarzyszyła nam niestety policja mundurowa. Już po złożeniu kwiatów pod pomnikiem Romana Dmowskiego dowiedzieliśmy się, że zbliża się policyjna armatka wodna. Równocześnie też zamaskowani młodzi ludzie, nie zainteresowani uroczystością, rzucali petardy w kierunku Trasy Łazienkowskiej, co przeszkadzało nam w śpiewaniu Roty i hymnu. Organizatorzy zdążyli wówczas ogłosić rozwiązanie Marszu. Zaraz po tym dowiedzieliśmy się, że płonie samochód TVN-u, później jeden z kolegów z Młodzieży Wszechpolskiej mówił, że osobiście wyjmował z tego samochodu płonącą racę. Dziwne tylko, że policja przyglądała się temu przez dłuższą chwilę niemal bezczynnie.

Jeden z prawicowych publicystów w dzienniku „Rzeczpospolita”, komentując te wydarzenia, napisał, że Marsz zamienił się w „święto organizacyjne endecji”, czy podziela Pan tę opinię? Czy też możemy raczej mówić o innym zjawisku, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę intencje, które przyświecały organizatorom, którym dali m.in. wyraz w materiałach promujących Marsz? Robert Winnicki, prezes MW, w jednej z ulotek stwierdził wprost: „Marsz Niepodległości jest również pewnym symbolicznym zasypaniem nieaktualnych już sporów pomiędzy niepodległościowcami (państwowcami) a narodowcami”.

- W mojej ocenie tzw. „Marsz Niepodległości” był przede wszystkim wielką prowokacją, poligonem doświadczalnym dla tych, którzy próbują rozniecić w Polsce kolejną ruchawkę. I właśnie ta młodzież ma być do tego użyta. Dlatego też pojawiają się elementy gloryfikacji Piłsudskiego. Podatni na podobne hasełka są głównie kibice chowani na „kasztance”. Ostatnio zresztą można było zaobserwować adorowanie tego środowiska przez PiS, stąd wizyta senatora Romaszewskiego u Piotra Staruchowicza. Temu ostatniemu z kolei swoje łamy, aby mógł pisać z więzienia, użycza z nazwy tylko „Gazeta Polska”. Pismo wybitnie szkodliwe, znane z ataków na ks. arcybiskupa Stanisława Wielgusa i ciągłego szczucia na Rosję. Co do udziału przedstawicieli piłsudczyzny w Marszu, to już w kościele stwierdziliśmy ich obecność. Spotkaliśmy m.in. bojówkarzy spod „Krzyża” spod Pałacu Prezydenckiego. Akcja tych ludzi, popieranych niestety przez Radio Maryja, TV Trwam i „Nasz Dziennik”, związana jest ściśle z ludźmi dawnego KOR-u, dziś działającymi w PiS-ie, którzy chcą się ponownie wkraść w łaski polskich katolików. To wszystko ma na celu sprowokowanie wybuchu, który doprowadzi do upustu krwi, zarówno polskiej młodzieży, jak i polskiej policji.

Drugim ośrodkiem, któremu zależało na takim rozwoju wypadków, były w sposób oczywisty siły blokujących Marsz lewaków. Dziś wiemy już jaki arsenał zgromadzili niemieccy „goście” „Krytyki Politycznej”. Już w zeszłym roku, podczas poprzedniej edycji Marszu, można było zaobserwować przygotowanie do tej akcji. Grupa, której wówczas przewodziłem, zaatakowana została na Krakowskim Przedmieściu. Zniszczony został przy tej okazji duży olejny obraz Romana Dmowskiego, który nieśliśmy. Spotkaliśmy się też wówczas z agresją ze strony przebierańców w pasiakach krzyczących „faszyści, nie przejdziecie!”. Aby nas zablokować, posłużono się nawet małym, może rocznym, dzieckiem jako „żywą tarczą”. Na własne oczy wśród prowodyrów widziałem wówczas Aleksandra Smolara (pasiaki pochodziły zaś podobno ze środków Min. Kultury). Nie inaczej było i w tym roku, dziwi tylko zgoda władz miasta na organizowanie blokady legalnego Marszu.

Czy Pańskim zdaniem w przyszłym roku Marsz, o ile w ogóle do niego dojdzie, powinien symbolicznie uhonorować także osobę J. Piłsudskiego?

- To traktuje jako żart, ale wracając do rzeczy poważnych, to w przyszłości należy pozbyć się przede wszystkim ideowo obcych elementów, a przynajmniej stworzyć warunki kontroli, tak aby nie nadawały one tonu. Jeśli będziemy się łudzić, że tak nieprzewidywalny żywioł jakim są kibice, przypominający przedwojenny lumpenproletariat, może być naszym sprzymierzeńcem, to bardzo się rozczarujemy. Trzeba się opierać na młodych ludziach, wychowanych na wartościach cywilizacji łacińskiej. W przyszłym roku, o ile dojdzie do Marszu, trzeba też wymusić na władzach miasta, aby nie pozwoliły na organizację w tym samym miejscu i czasie kontrmanifestacji (my ze swojej strony przestrzegaliśmy przed takim działaniem). Trzeba domagać się też asysty policji, zorganizować lepsze nagłośnienie oraz zabronić kategorycznie zasłaniania twarzy (Polak  nie kryje swojej twarzy). Służby porządkowe Marszu powinny też być dobrze oznakowane.

Nie może się powtórzyć sytuacja z tego roku, skutkująca tym, że różne pseudokatolickie i pseudopolskie siły pod wodzą piłsudczyzny uczynią z narodowego święta „owczy pęd”. Nie mają oni z ruchem narodowym nic wspólnego, niech świętują 1-go maja.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Maciej Motas

Na zdjęciu: przy grobie śp. Michała Kozłowskiego stoją od lewej: Sławomir Zakrzewski, Jerzy Marian Zieliński, Maciej Motas (Warszawa 2005).

Już nie można komentować tego artykułu.