Wileńska powieść Trościanki
„Wiek męski” to pierwsza, obok „Wieku klęski” i „Nareszcie lata pokoju”, powieść autorstwa Wiktora Trościanki, składająca się na cykl poświęcony losom Polaków w przededniu wybuchu II wojny św., w czasie jej trwania i po jej zakończeniu na emigracji. Losy bohaterów są tłem dla ukazania wydarzeń z najnowszej historii Polski.
Głównymi bohaterami powieści są Michał Oszurko, w którego życiorysie odnajdziemy wiele elementów z biografii autora (nawet nazwisko bohatera przywodzi na myśl samego autora) – wileński pisarz i dziennikarz oraz jego narzeczona, potem zaś żona – Maryla, energiczna, „wiedząca czego chce” młoda dama. Powieść ukazała się na emigracji nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej (Londyn 1970).
Oszurko to intelektualista wychowany i ukształtowany w tętniącym polskim życiem kulturalnym Wilnie, rozmiłowany w twórczości Mickiewicza i Słowackiego. Nad akcją powieści cały czas unosi się duch romantyzmu, Filaretów i Filomatów, Wilno i jego okolice przywołują na każdym kroku postaci z utworów oraz wydarzenia z życia Mickiewicza i Słowackiego. Już sam tytuł dwóch pierwszych części cyklu stanowi nawiązanie do twórczości autora „Pana Tadeusza”. Trościanko w następujący sposób opisywał znaczenie tej tradycji w jego życiu: „Wilno, uczone, polonistyczne, winne jest naszym wieszczom tak dużo, że nie można tego tematu zbyć marginesem. W latach niepodległości żyło się na każdym kroku «Słowacjanami» i «Mickiewiczjanami» z codziennego dnia, od ulicy Zamkowej i domów profesorskich naprzeciw świętego Jana aż po salę Śniadeckich (…) Od ław szkolnych, które dla piszącego te słowa kojarzą się w Wilnie zawsze z zachwytami Stanisława Cywińskiego (który zresztą jest jednym z bohaterów powieści – przyp. M. M.) dla Norwida i Słowackiego, poprzez niezwykle intensywny okres «Reduty» z «Księciem niezłomnym» w arkadach uniwersyteckiego dziedzińca, z Celą Konrada u bazylianów i prelekcjami literackimi – wszystko było częścią myśli i dzieła, co się tu zaczęło przed półtora wiekiem” („Klamra stulecia”, „Myśl Polska” nr 5/1952).
„Wiek męski”
oddaje także doskonale ówczesną atmosferę kulturalną Wilna, z jego prasą, awangardami literackimi, uniwersyteckimi Kołami Naukowymi, „Środami Literackimi”, Klubem Włóczęgów oraz organizacjami społecznymi – akademickim Bratniakiem, „Odrodzeniem”, Myślą Mocarstwową. Powieść stanowi jednak przede wszystkim doskonałą ilustrację mozaiki politycznej przedwojennej Polski oraz specjalnie stosunków panujących w Wilnie lat 30. ub. wieku. Charakteryzowały się one przewagą dwóch obozów politycznych, z których dominującą rolę odgrywali: „Wyznawcy koncepcji Wielkiego Xięstwa, przeniesionego w wiek XX (…) W tym kierunku działały aż dwie grupy, wspomagane przez część biurokracji państwowej. Jedna, patronowana przez zamożniejsze ziemiaństwo i arystokrację, konserwatywna z tęsknotami do monarchii („Słowo” Stanisława Cat-Mackiewicza – M.M.). Druga – quasi liberalna („Kurier Wileński” – M.M.), opierająca się o ekspozytury rządu i dobrze widziana przez władze, jako zapora dla wpływów endeckich. I jedna i druga grupa uważały nacjonalizm polski, choćby najbardziej demokratyczny, za główne niebezpieczeństwo. Snuły się między tymi grupami koncepcje federacyjne we wszystkich odmianach, które praktyka życia dawno przekreśliła. O miedzę przecież działały nacjonalizmy, wyrosłe w nienawiści do Polski, podkręcone aparaturą pruską i sowiecką”.
Kolejny silny ośrodek polityczny stanowili komuniści oraz sympatyzująca z nimi część inteligencji: „Jako trzecia grupa, zwalczająca dominowanie polskości tych ziem, działała grupa tak zwanej lewicy akademickiej, gotowej do rozsadzenia wszystkiego razem z całą «ideą jagiellońską» i z tutejszymi na rzecz… tamtejszych w Moskwie”. Do jej liderów należał m.in. „sam mistrz Henryk Dembiński; (wcześniej lider katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” – M.M.) porzuciwszy na zakręcie ideologicznym pokazowy katolicyzm, przeszedł na równie ostentacyjny marksizm i jak na neofitę przystało – namiętnie szydził ze starej wiary”. Nową wiarę wyznawał również niejaki Leon Firmament: „słowa o rozprawianiu się z kontrrewolucją, o nikczemnych wrogach ludu, gnijącym świecie burżuazji i nacjonalistycznego kołtuństwa (…) pojawiały się najczęściej w ustach rozchełstanego młodzieńca, opryskującego w ferworze krasomówczym kropelkami śliny najbliższych rozmówców. Nazywał się Leon Firmament. Był to poeta naśladujący Majakowskiego – zresztą bez większego powodzenia”. Powieściowy Firmament to oczywiście Jerzy Putrament, który jeszcze na początku lat 30. należał do liderów wileńskiej Młodzieży Wszechpolskiej. Józef Bujnowski w artykule zatytułowanym „Obraz międzywojennej literatury wileńskiej” w następujący sposób opisał późniejszego współtwórcę Związku Patriotów Polskich: „Jerzy Putrament, dynamiczny młodzieniec, robiący polityczną woltę z laską (…) z mieczykiem obwiepolskim na zielonej wstążeczce w klapie marynarki i z deklem korporanckim na głowie, aż po kontakty z partią komunistyczną” („Poezja” nr 5/6, 1981). W połowie lat 30. Putrament dokonał wolty ideowej i związał się ze środowiskiem komunizującej inteligencji (na gruncie poetyckim zaś współtworzył grupę „Żagary”).
Nowo wschodzącą gwiazdą tego środowiska był jednak przede wszystkim niejaki Mieczysław Luboś, w którym łatwo rozpoznać można sylwetkę przyszłego noblisty z dziedziny literatury: „Poeta o rozgłosie ogólnopolskim. Taki, co to już z Iwaszkiewiczem pod rękę spacerował po mieście. Drukowany w poważnych pismach stołecznych. Kolega ze szkoły, ale już wyższy o nieskończoność w hierarchii. Mógł już chodzić wszędzie w jasnym sportowym ubraniu i swetrze pod szyję. Witać się, albo nie witać. Wypłacać zdawkowe komplementy, inkasować pochlebstwa, rzucać bezkarne impertynencje. Miał poza sobą dwa wydane zbiory, eseje i przynależność do obu naraz «środowisk». Był benjaminkiem «tutejszych» jako poza i ponad-narodowy poeta Wielkiego Xięstwa. I był w dostatecznym procencie czerwony aby awansować do rangi pisarza klasowego, reprezentanta interesów ludu, tak jak tym reprezentantem być należało według wskazówek miejscowego koordynatora KPZB i Kominternu”. „Żagary” (przemianowane następnie na „Piony”) cieszyły się początkowo wsparciem monarchistycznego „Słowa” redagowanego przez Stanisława Cata – Mackiewicza („Żagary” stanowiły początkowo autonomiczny dodatek literacki do „Słowa”), który liczył na zagospodarowanie grupy, następnie zaś, wraz z wyraźną ewolucją grupy w kierunku lewicy, przeszła ona „pod skrzydła” liberalnego „Kuriera Wileńskiego”. Z pismem związani byli poza Miłoszem i Putramentem m.in. także Teodor Bujnicki, Aleksander Rymkiewicz i Jerzy Zagórski. Początkowo pismo nie posiadało klarownego kierunku ideowego, mieścił się w nim zarówno narodowiec Kazimierz Hałaburda (usunięty z zespołu za udział w zajściach po zabójstwie Wacławskiego), późniejszy lider Polskiego Frontu „Falanga”, jak i Stefan Jędrychowski, przyszły członek Biura Politycznego KC PZPR, który przygodę z polityką zaczynał w sanacyjnym Legionie Młodych. Swoisty eklektyzm ideowy grupy dobrze ilustruje fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Modlitwa polskiego poety”, drukowanego na łamach ostatniego numeru „Żagarów”: „… i żebych miał jednakową pasję, czy proletariat śpiewam, czy białą akację, rewolucję mas czy śmietanę”.
Poglądy wyznawane przez głównego bohatera powieści były jednak dalekie od antyfilisterskiej awangardy „Żagarów”. Lokalny rozgłos, jaki zyskał dzięki udanemu debiutowi literackiemu (powieść „Ziemia niczyja”), przyczyniają się do zbliżenia pisarza z obozem narodowym. Trudno jednak głównego bohatera uznać za zaprzysięgłego działacza i członka Stronnictwa Narodowego, jest on raczej jego sympatykiem. Solidaryzuje się z hasłami politycznymi i programem obozu, rażą go jednak zewnętrzne przejawy jego działalności, upodabniające obóz narodowy drugiej połowy lat 30. do ruchów faszystowskich (mundury, pozdrowienia): „Już, już utożsamiał się z nimi, gdy nagle na słowa «Wielkiej Polski moc – to my», podniosły się w pozdrowieniu wyciągnięte ręce. Patrzył jak obudzony ze snu. Dlaczego? Przecież przed chwilą ten młody człowiek tyle mówił o stylu rycerzy spod swastyki. Tyle miał racji, ośmieszając ponurość ich parademarszów. A czymże jest ten nadęty gest wyrzuconej ręki?”. Zgadza się jednak na proponowaną mu współpracę z nowo powstającym pismem „Sprawy i myśli” (powieściowy odpowiednik dwutygodnika dla studentów „Sprawy Otwarte”, z którym współpracował Trościanko), mającym być odpowiedzią środowisk narodowych i katolickich na dominację pism o odcieniu lewicowym i liberalnym na terenie Wilna.
„Sprawy i myśli” mają przeciwstawiać się także idei „Wielkiego Xięstwa”. W rozmowie ze Stanisławem Cywińskim, swoim dawnym profesorem z gimnazjum, Michał w następujący sposób wykłada cele pisma: „chcemy zahamować penetrację (…) kultury przez komunistów. Zawrócić i zatrzymać snobizmy. Z drugiej strony mamy przeciw sobie mafię tutejszych, którzy zamiast Polski chcą tu widzieć Wielkie Xięstwo. Idea tego Xięstwa ma być tak atrakcyjna, że Sowiecka Białoruś rozpadnie się najpierw, potem Litwa Kowieńska ucałuje z dubeltówki wileńskich tutejszych, potem Ukraina odpadnie od Rosji Sowieckiej – i tak Wielkie Xięstwo dojdzie znów do Morza Czarnego”. W swojej powieści Michał głosi pogląd, że prawdziwym gospodarzem Wileńszczyzny, wbrew teoriom wysuwanym przez sanacyjne władze i zbliżone do niej kręgi, jest naród polski, który na obszarze tym dominuje, tak pod względem ludnościowym, jak i kulturalnym. Książka spotyka się ze zdecydowaną krytyką ze strony przełożonego Michała, jednego z reprezentantów obozu „Wielkiego Xięstwa”: „Panie Oszurko, nie ukrywam swego rozczarowania umeblowaniem pańskiej głowy prymitywnym, endeckim pojmowaniem rzeczy, topornym nacjonalizmem (…) miałem prawo oczekiwać, że jako człowiek autentycznie tutejszy, nie jakiś poznaniak czy galileusz, będzie pan bliski naszym ideałom – koncepcji Wielkiego Xięstwa, trzebienia idiotycznych nacjonalizmów, od naszego rodzimego oczywiście zaczynając”.
Dla Oszurki Polska jest krajem będącym częścią zachodniej kultury, rodzinne Kresy zaś najdalej na wschód wysuniętym bastionem zachodniej, łacińskiej cywilizacji. Zagrożeniem dla tych wartości jest ekspansja bolszewizmu. Najdobitniej stosunek do komunizmu wyraża podczas rozmowy z Michałem profesor Adam Żółtowski: „… dla mnie najważniejsza jest owa antyteza idei, która rozparła się na wschód od Polski i przylega bezpośrednio do tej ziemi (…) Pozornie komunizm i jego państwo są realizacją idei. Marksizmu, leninizmu i ich realizatorów. Otóż – panie drogi – to jest moim zdaniem dymna zasłona. Tam materializm jest nie ideą, tylko środkiem, metodą. Metodą chwytania i trzymania władzy. I metodą myślowego rozbrojenia społeczeństwa. To w naszym wieku, w wieku cywilizacji mechanicznej groźne zjawisko i groźne sąsiedztwo. Ta ziemia, a zresztą i cała Polska stały się granicą Europy. Tego, oczywiście, co Europie drogie i wspólne. Nie tego, co obrzydliwe, niszczycielskie, pogańskie, jak o miedzę od mojego Poznańskiego… Byliśmy kiedyś przedmurzem chrześcijaństwa. Dziś jesteśmy przedmurzem porządku opartego na świecie idei, na myśli”. Michał co prawda energicznie ripostuje: „Panie profesorze. Przedmurze jako nasz etat w historii drogo nas kosztowało”, widać jednak, że zgadza się z większością poglądów profesora.
Wileńska młodzież narodowa
Do wileńskich współpracowników Michała należy grono działaczy młodzieży narodowej. Spośród ukazanych w powieści bohaterów wielu przywodzi na myśl realnie istniejące postaci: powieściowy Marek Duvet to być może Witold Świeżewski, zaś pierwowzorem redaktora Suzina był prawdopodobnie Stefan Łochtin. Lucyna Kulińska w pracy „Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska i Młodzież Wielkiej Polski w latach 1922-1947” (Warszawa 2004) do pozostałych działaczy wileńskiej młodzieży narodowej zalicza także Witolda Misiewicza i Stanisława Pacanowskiego. Wszechpolacy wiodą prym wśród wileńskiej młodzieży: „Rząd dusz należał w dalszym ciągu do młodzieży narodowej od czasów pamiętnego zwycięstwa wyborczego do Bratniaka w roku 1932 („Żagary” pisały wówczas o zwycięstwie „obozu Małych Drzwi” – M.M.), kiedy odszedł pokonany «trybun ludowy» Henryk Dembiński z całym swym frontem ludowym, popieranym przeciwko narodowcom przez wszystkich: od rządowych konserwatystów, do rządowych formacji lewicowych w rodzaju Legionu Młodych czy ZPMD. «Wstąp bracie między Strzelce» – zapraszały nieśmiało afisze Związku Strzeleckiego w hallu Uniwersytetu. «A będziesz głupcem wielce» – dopisywano natychmiast. Próby rozłamowych, faszyzujących grupek oenerowskich były krzykliwe, ale pozostawały politycznymi niewypałami. «ONR czuwa» – wypisywano na ścianach. Wystarczyły dwa słowa pod tym napisem, żeby go zneutralizować: «Pod Kocem». Bo pułkownik Adam Koc miał być patronem zbierania sił młodego frontu OZN”.
Sanacyjna rzeczywistość
Powieść Trościanki ukazuje także brutalną prawdę o sanacyjnym reżimie, z jego metodami walki z opozycją polityczną, konfiskatami prasy, bojówkami „Strzelca” oraz instytucją „nieznanych sprawców”. Wstrząsająca jest scena pobicia Stanisława Cywińskiego oraz napadu na redakcję narodowego „Dziennika Wileńskiego”: „Zwierzyński sięgnął mimo woli do kieszeni. Wyciągnął pistolet. Był teraz pewien, że to znowu najście bojówki «Falangi». Nagle w bocznym kręgu światła, na granicy między oświetlonym kołem i ciemnością, spostrzegł oficerów. Wstał. Odłożył pistolet na biurko. Zdążył jeszcze powiedzieć jakby sam do siebie informując:
- … to wojsko…
Więcej nie zdążył. I nie wydał ani jednego dźwięku, gdy kilku naraz biło go kolbą jego własnego pistoletu. Mierzyli najczęściej w oczy, bo tam miał binokle. Po paru pierwszych ciosach na miejscu oczodołów wykwitły wielkie czerwone plamy. Krew ciekła do ust, na kołnierzyk koszuli, krawat, na szarą marynarkę. Jeszcze stał. Zresztą paru go podtrzymywało. Żeby było wygodniej bić.
- To żebyś nie widział już swoich parszywych artykułów.
- Masz draniu! … masz ścierwo endeckie!
- A to żeby ci wybić miłość do twojego Dmowskiego!”.
Tzw. sprawa Cywińskiego opisana została przez Piotra Siekanowicza w opracowaniu „Praktyki dyktatury. Sprawa napadu na redakcję «Dziennika Wileńskiego» w 1938 r.” (Warszawa 1993), wydanej wspólnie przez Instytut im. Romana Dmowskiego z Chicago oraz warszawski Instytut Historyczny im. Romana Dmowskiego. Siekanowicz, przed wojną wiceprezes Sądu Okręgowego w Tarnopolu, w czasie wojny członek biura specjalnej „Komisji w związku z wynikiem kampanii wojennej 1939 roku” powołanej dekretem Prezydenta RP z 30. 05. 1940 r., w następujący sposób opisywał sprawę napadu: „Dnia 30 stycznia 1938 r. ukazał się w «Dzienniku Wileńskim» artykuł, którego autorem był docent Uniwersytetu Wileńskiego, Stanisław Cywiński. Artykuł ów był recenzją literacką książki Melchiora Wańkowicza pod tytułem: COP-ognisko siły, w której Wańkowicz na 21 stronie wspomniał, że «… marszałek Piłsudski powiedział kiedyś, że Polska jest obwarzankiem, wszystko naokoło jest coś warte, a w środku jest pustka…». Cywiński w swej recenzji nawiązując do powyższego określenia Polski wyraził się, że Polska nie jest jak obwarzanek, «jak to mawiał pewien kabotyn». Po tym zdaniu Cywiński dał nawias i objaśnił 20 str. omawianej książki Wańkowicza. Czytelnik, chcąc sprawdzić, kogo Cywiński pisząc o kabotynie miał na myśli, mógł na wymienionej stronie tej książki stwierdzić, że o obwarzanku mówił Piłsudski (…) Otrzymawszy (…) wiadomość o artykule Cywińskiego (pojawiły się wówczas sugestie, że artykuł dostarczył sam Wańkowicz – M.M.), gen. Dąb-Biernacki (był wówczas Inspektorem Armii w Wilnie – M.M.) wpadł w pasję. Uznał, że pamięć Piłsudskiego została obrażona, i że jedynie on może poszukiwać zadośćuczynienia przeciwko osobom odpowiedzialnym w formie, jaką on sam uznał za właściwą, a która nie była odosobniona w ówczesnych stosunkach. Była raczej powtórzeniem i kopią sposobów już wypróbowanych. Była tylko jedną z wielu. Przesłuchany w tej sprawie (przez komisję ds. klęski wrześniowej – M.M.) gen. Dąb-Biernacki powiedział: «(…)wobec umieszczenia w artykule przez Cywińskiego wyrażenia o marszałku Piłsudskim „kabotyn”, jako kawaler orderu Virtuti Militari, stojąc na straży honoru zmarłego marszałka, kazałem oficerom 1. Dywizji Legionowej, odznaczonej orderami Virtuti Militari na sztandarach, ukarać przez pobicie po mordzie wyżej wspomnianego Cywińskiego oraz współwinnego wydawcę «Dziennika Wileńskiego», Zwierzyńskiego”. Poza Stanisławem Cywińskim oraz Aleksandrem Zwierzyńskim – członkiem Ligi Narodowej, posłem na Sejm z ramienia SN, podczas napadu pobici zostali m.in. również żona wiceprezesa Zarządu Okręgu Wileńskiego SN Piotra Kownackiego (nomen omen także pobitego podczas innego zajścia z udziałem oficerów za nazwanie Piłsudskiego w jednym z artykułów w „Dzienniku Wileńskim” „karierowiczem”) – dziennikarka „Dziennika Wileńskiego” Zofia Kownacka oraz Zygmunt Fedorowicz – publicysta, polityk SN, były wiceprezydent Wilna. Warto w tym miejscu dodać, że sprawcy napadu nie zostali w wyniku wszczętego przed wojną dochodzenia wykryci. Spotkało się to z powszechnym oburzeniem opinii publicznej Wilna, jak i całego kraju. Oficerowie, o których wiedziano (już w kilka dni po zajściu młodzież akademicka wydała ulotki w których wskazywała sprawców), że brali udział w napadzie, poddani zostali bojkotowi towarzyskiemu.
Współpracę Oszurki z pismem „Sprawy i myśli” przerywa jego wyjazd do Warszawy, gdzie podąża ze swoją narzeczoną. Jak można się domyślać na jego decyzję wpływ ma także „sprawa Cywińskiego”. Dzięki koneksjom ojczyma narzeczonej udaje mu się dostać intratną posadę w jednej z reżimowych gazet. Michał pozostaje jednak wierny dawnym poglądom. W Warszawie idzie na wiec polityczny zorganizowany przez Stronnictwo: „Afisz, wypisany ręcznie, wywieszony na płocie przed posesją, zapowiadał zgromadzenie publiczne Koła numer… Stronnictwa Narodowego Warszawa-Praga. Mówcą był, jak głosił afisz, Zdzisław Wardejn. Dookoła mównicy zaczęli się zbierać mężczyźni w jasnych, trochę piaszczystych, trochę zielonkawych, wyblakłych koszulach. Niektórzy mieli pasy koalicyjne, a na nich mieczyki owinięte biało-czerwoną szarfą. Inni takie mieczyki mieli na beretach. Z twarzy obecnych można było wyczytać geografię społeczną środowiska. Przeważali ludzie z najbliższych, okolicznych warsztatów. Majstrzy i czeladnicy i ich synowie (…) Po zakończeniu stanął na baczność, gdy inni zaczęli śpiewać nieznane mu słowa do melodii «Warszawianki». «Złoty słońca blask dokoła…» Patrzył po twarzach ogarniętych wiarą w śpiewane, trochę młodopolskie, myszką trącące słowa «Hymnu młodych»”. Sympatie polityczne Michała nie pozostały niezauważone przez jego żonę. Daje temu wyraz w rozmowie na jednej z warszawskich plaż podczas ostatniego przedwojennego lata: „ – (…) Ci twoi pobratymcy polityczni już dwa razy robili awantury, po których i wykłady i ćwiczenia były zawieszone.
- Jacy moi pobratymcy?
- No, ci – narodowcy z mieczykami w klapach.
- Och, Marylka, przynajmniej tutaj nie mówmy o żadnych politycznych pobratymcach, wrogach, obozach. Byłem dziś rano na tej Klonowej i wiesz co widziałem? Jakaś grupka przebierańców pod wodzą faceta w wizytowym ubraniu przyszła składać hołd Rydzowi-Śmigłemu. Prowodyr wyprężył się na baczność i powitał wychodzącego marszałka po faszystowsku wyciągniętą ręką. Aż mi się mdło zrobiło. I to była ta młodzież prorządowa.
- A cóż cię tak zaszokowało? Przecież twoi… no, nazywaj ich jak chcesz… ci z mieczykami w klapach też wyciągają ręce. Więc?
Michał nic nie odpowiedział. Chwycił Marylkę za rękę, poderwał z piasku.
- Chodźmy szybko do wody. Nie mówmy nic. Ja chcę się nauczyć naszej stolicy, nauczyć patrzeć, słuchać, rozróżniać ludzi. Ja tu jeszcze niczego nie rozumiem. Chodź do wody Marylka! Uczmy się na razie Wisły. Zobacz jaka jasna i błękitna. Inna niż Wilia”.
Obraz pokolenia
Ostatnie rozdziały powieści opisują wojnę obronną Polski 1939 roku, pokazują zapał i zaangażowanie całego społeczeństwa i żołnierzy, z którym kontrastuje niekompetencja i nieudolność naczelnego dowództwa wojskowego i przywódców politycznych. Trościanko zdaje się mówić: sanacja tak dobrze zaprawiona w kontrolowaniu i zwalczaniu opozycji we własnym społeczeństwie, okazała się bezsilna wobec zagrożeń zewnętrznych (symbolem tego jest zachowanie, już w czasie wojny obronnej 1939 roku, jednego z oficerów, biorących udział w napaści na „Dziennik Wileński” i prof. Cywińskiego). Nawet wojsko, będące oczkiem w głowie wojskowego reżimu, zostało zaniedbane i nieprzygotowane do wojny. Braki nadrabiano frazesami o Polsce „silnej, zwartej i gotowej”, niekompetencję zaś pokrywano tupetem, wyniosłością i zapewnieniami, że „byczo jest”. Ocena reżimu, jaką kreśli emigracyjny dziennikarz, jest zbieżna z tym, co o pomajowych rządach pisał w swoich „Wspomnieniach politycznych” (Londyn 1986) prof. Stanisław Głąbiński: „Generałowie i pułkownicy sanacyjni zapomnieli o obowiązku kształcenia się i doglądania służby oraz kontroli magazynów państwowych, bo więcej interesu przedstawiała dla nich arena polityki, posad i synekur. Oto klucz dla wyjaśnienia przebiegu i rezultatów ostatniej wojny”.
„Wiek męski” to piękna polska powieść, traktująca o losach pokolenia Polski niepodległej. Pomimo że napisana jest z pozycji zaangażowanych politycznie, nie odbiera jej to swoistego uroku i wdzięku, zaś mocno rozbudowany wątek romansowy (momentami nie wolny od frywolności) sprawia, że wydana na emigracji powieść może być miłą lekturą także dla płci pięknej.
Maciej Motas
Wiktor Trościanko, „Wiek męski”, Polska Fundacja Kulturalna,
Londyn 1970, ss. 360
Nr 47-48/2011



In English
по русском языке




