Obóz narodowy w bunkrze

wykleciW dniu 31. 12. 1961 r. w bunkrze na Lubelszczyźnie pojmany został ostatni partyzant NSZ. Niedługo minie pół wieku od tego wydarzenia. Czy ten z pozoru mało znaczący dla współczesnej historii Polski fakt, ma dziś jakieś, symboliczne przynajmniej znaczenie? Ostatnie wydarzenia wskazują, że wbrew pozorom przytoczony epizod „ostatniego partyzanta” ma wymiar szerszy, właśnie symboliczny. Oddaje on bowiem w dużym stopniu kondycję współczesnych środowisk odwołujących się do tradycji Narodowej Demokracji.

Wojujący antykomunizm, kult postaw niezłomnych i straceńczych, które objawiły się m.in. przy okazji ostatnich obchodów rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, strojenie się w „niepodległościowe emploi”, kroczenie ramię w ramię z PiS-em i reaktywowanym na tę okazję KPN-em, jednoznacznie wskazują kierunek ewolucji, zarówno współczesnej Młodzieży Wszechpolskiej, jak i organizacji określającej się dziś jako ONR. Czemu jednak przy tej okazji środowiska, które są coraz odleglejsze od jakichkolwiek związków z ideą narodową, przywołują nazwy zasłużonych przedwojennych organizacji? Po co angażować do tego zasłużone, historyczne nazwy, nie lepiej nazwać się po prostu Ruch Poparcia Wildsteina, Sakiewicza i Warzechy?

Jędrzej Giertych po wykluczeniu go z szeregów emigracyjnego Stronnictwa Narodowego napisał: „Grupa Panów nie ma nic wspólnego, ani z ideologią, ani z programem, ani z polityką, ani z tradycjami Stronnictwa Narodowego. W praktyce, są Panowie częścią składową obozu sanacyjnego. W podstawowych poglądach zeszli Panowie na grunt poglądów Piłsudskiego (…) Cóż z tego że od czasu do czasu wspomni się rzewnie Dmowskiego, gdy w istocie głosi się tezy i prowadzi działanie zgodnie całkowicie z «wyprawą komiwojażera» na Rosję” (Jan Barański, Jędrzej Giertych, Stanisław Kozanecki, Witold Olszewski, Paweł Polański, „Dokąd idziemy?”, Paryż, Londyn, Nowy Jork 1961). Tak na marginesie warto odnotować jedną z wypowiedzi J. Kaczyńskiego, udzieloną w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”: „Tradycja narodowej demokracji jest bardzo zróżnicowana. Nie chcemy nawiązywać do skrajnej tradycji endeckiej, przede wszystkim nie nawiązujemy do tradycji antysemityzmu, zdecydowanie ją odrzucamy. Natomiast do tradycji demokratycznej endecji, tzw. endecji profesorskiej, czy do wielu myśli Romana Dmowskiego, także bardzo krytycznych wobec własnego narodu, nawiązujemy jak najbardziej” („GN”, 11.12.2011). Zatem prezes PiS też deklaruje, że docenia, przynajmniej częściowo, dorobek Narodowej Demokracji…, tylko co z tego?

Jaki jest dziś stosunek dawnych liderów organizacji reaktywowanych u progu lat 90. ub. wieku do obecnego kursu, jaki współcześnie one przyjęły?

Warto zaapelować także do tych, którzy wspierają opisywane środowiska, kierując się przy tym szczytnymi przesłankami – nie idźcie tą  drogą! Sabotowanie realnie istniejącego państwa, kultywowanie obłędnej, i jak wykazała niejednokrotnie historia Polski, zgubnej dla kraju teorii dwóch wrogów, promowanie postaw skazanych na klęskę i związany z tym kult powstań (bo przecież mówi się o powojennym Powstaniu Antykomunistycznym) nie miały i nie mają nic wspólnego z ideą i najgłębszym sensem metody politycznej i tradycji Narodowej Demokracji. Jest to natomiast czystej wody mesjanizm polityczny ubrany jedynie w endecki kostium. Dowodzą tego nie tylko powojenne postawy i wybory Giertychów, Piaseckich, Dobraczyńskich i Mireckich, ale także, a może przede wszystkim pisma i poglądy głoszone wcześniej przez Popławskich, Wasilewskich, Kozickich i Strońskich.

W odniesieniu zaś do kwitnącego w najlepsze wśród młodych kultu „żołnierzy wyklętych” odnieść można słowa Władysława Jaworskiego, w czasie wojny wiceprezesa ZG SN, który w referacie z września 1945 r., pisząc o roli i zadaniach stojących przed kierownictwem Stronnictwa, podkreślał: „Otóż konspirację odrzucamy całkowicie z następujących powodów: konspiracja jest szkodliwa zarówno dla państwa, jak i dla SN. Grupa działająca w konspiracji nie ponosi właściwie przed nikim odpowiedzialności za to, co robi. Nie jest kontrolowana przez opinię publiczną, kontrola przez państwo jest bardzo utrudniona i z natury rzeczy nosi charakter represji policyjnych. Grupa taka, nie bojąc się odpowiedzialności, często traci poczucie odpowiedzialności za swe czyny i posunie się coraz dalej, do rzeczy wręcz szkodliwych. Obce różne wpływy najłatwiej przenikną do konspiracji (…) Ludzie, szczególnie ludzie młodzi, wpatrują się i normują swe charaktery w konspiracji przez zatracenie poczucia odpowiedzialności za swe czyny. Państwo musi każdą konspirację tępić, gdyż jest ona zawsze szkodliwa. Represja ze strony państwa wywołuje reakcje w konspiracji. Walka się zaostrza, rodzi się poczucie krzywdy w konspiracjach, a często i w społeczeństwie. Zaczyna się stosowanie coraz ostrzejszych środków. W tej sytuacji łatwo ulega się podszeptom z zewnątrz, które często grożą dużymi komplikacjami państwu”. Warto dodać, że Jaworski swój memoriał, który miał uzasadnić potrzebę legalizacji Stronnictwa, pisał po ponad pięciu latach okupacji, w czasie której działalność konspiracyjna była codziennością polskiego życia politycznego. To, co dziś przez wielu traktowane jest jako clou ruchu narodowego, przez liderów i przywódców obozu narodowego traktowane było jako działalność bezcelowa i nieodpowiedzialna oraz wybitnie szkodliwa, tak dla kraju, jak i dla samego obozu narodowego.

Dokąd idą współcześni naśladowcy ruchu narodowego A. D. 2011? Dokąd zmierza MW, ONR? Jaką drogę obrał „Glaukopis”, „Polityka Narodowa”, „Myśl.pl” i kilka innych periodyków, odwołujących się do narodowej spuścizny? Niestety, są podstawy, aby stwierdzić, że jest to droga, która wiedzie ich właśnie do takiego symbolicznego bunkra, o którym była mowa na początku. Osaczony młody człowiek siedzi w leśnym bunkrze i nasłuchuje. Z jednej strony ze wschodu nadciągają Sowieci (Rosja Putina), z zachodu Niemcy (duet Merkel – von Sikorski), kraj zaś rządzony jest przez siły ustanowione wspólnie przez jednych i drugich (PO). Tylko czym tak pojmowany ruch narodowy różni się od największej w Polsce partii opozycyjnej, która politykę, krojoną podług zarysowanej powyżej wizji, uprawia od dłuższego już czasu? Czy środowisko mieniące się być kontynuatorem wielkiej intelektualnej spuścizny widzi swój kraj zamknięty w owym symbolicznym leśnym bunkrze, czy też na wzór swoich wielkich poprzedników powinno kierować się planem, podług którego Polska powinna być uczestnikiem współczesnego „koncertu mocarstw”? Czy symbolem endeka nowych czasów ma być ów ostatni żołnierz NSZ zaszyty w swoim leśnym ukryciu, czy też Dmowski brylujący na salonach Europy?

Maciej Motas

Nr 1-2 (1-8.01.2012)

Już nie można komentować tego artykułu.