Dobijanie armii (1)
Likwidacja Wojska Polskiego trwa w najlepsze, choć – co trzeba przyznać kolejnym ekipom rządzącym III RP – większość zadań w tym mało zbożnym dziele została wykonana. Stan liczebny Wojska Polskiego zredukowano do niespełna 100 tysięcy. Obecnie piramida ta została postawiona na głowie. Mamy 21.555 oficerów, w tym 120 generałów, 39.276 podoficerów, a szeregowców… 36.501. Stąd prosty wniosek, że na jednego oficera przypada 1,7 żołnierza , na jednego generała 304 szeregowców, na jednego żołnierza 1,7 kadry dowódczej (licząc oficerów i podoficerów łącznie).
Ta paranoiczna proporcja wynika z rezygnacji z poboru, w związku z czym – jak napisał trafnie jeden z publicystów – mamy urzędników wojskowych poprzebieranych dla niepoznaki w mundury. Armię z poboru miała zastąpić armia zawodowa, ale nie zastąpiła. Mamy kilka świetnie wyszkolonych batalionów, posyłanych, aby przelewali krew własną i cudzą za interesy amerykańskie w Iraku, Afganistanie itd.
W międzyczasie zlikwidowano szereg wyższych szkół oficerskich – ostały się tylko szkoła wojsk lądowych we Wrocławiu i sił powietrznych w Dęblinie. Nie ma już świetnej Wojskowej Akademii Medycznej, zredukowanej do Wydziału Wojskowo-Medycznego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Pozostawiono (jeszcze) WAT oraz akademie – Obrony Narodowej w Warszawie i Marynarki Wojennej w Gdyni. Za rządów SLD de facto zniesiono dyscyplinę wojskową, czego dokonała b. podsekretarz stanu w MON – Danuta Waniek. Jednym z pierwszych posunięć władców III RP była likwidacja Studium Wojskowego na wyższych uczelniach cywilnych. Z równą zaciekłością rządzący niszczą infrastrukturę WP, np. b. minister ON – Bogdan Klich rozpoczął likwidację szpitali wojskowych. Stan okrętów Marynarki Wojennej jest fatalny, o reszcie uzbrojenia nie wspomniawszy.
Trzeba było tragicznej próby samobójstwa płk Mikołaja Przybyła, aby opinia publiczna dowiedziała się o zamiarze likwidacji kolejnego elementu infrastruktury WP – Prokuratury Wojskowej. Stało się to 9 stycznia br. w czasie konferencji prasowej zwołanej przez płk Przybyła w Poznaniu. Sprawa ta ujawniła jeszcze dwa dodatkowe wątki: przecieki z katastrofy smoleńskiej oraz – jak się wydaje gigantyczną – korupcję w wojsku.
Strzał, który ujawnił
Na zwołanej konferencji Przybył oświadczył, że prokuratorzy prowadzący postępowanie w sprawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego działali zgodnie z prawem, a atmosfera wytworzona wokół inwigilacji dziennikarzy to element walki z prokuraturą wojskową. Powodem ataków na wojskowy wymiar sprawiedliwości mają być setki milionów złotych drenowane z budżetu państwa przy okazji realizacji zamówień sprzętu dla wojska – twierdził zastępca wojskowego prokuratora w Poznaniu. „Zagrożone są nie tylko setki milionów złotych pochodzące z budżetu państwa, ale przede wszystkim życie i zdrowie polskiego żołnierza, który często otrzymuje sprzęt wadliwy lub niesprawny. W sytuacjach, gdy wysyłamy żołnierzy na misje, jest to niedopuszczalne” – kontynuował. Jak zaznaczył, prowadzone śledztwa idą w kierunku ujawniania nowych nieprawidłowości oraz „systemu przestępczych powiązań, na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych. (…) Ujawniliśmy przestępstwa korupcyjne, mechanizmy ustawiania przetargów i wyłudzania ogromnych kwot z budżetu Wojska Polskiego. Moim zdaniem, to właśnie z tego powodu jesteśmy bezpodstawnie atakowani”.
Według niego w takim świetle pomysł przeniesienia prokuratorów wojskowych do cywilnych struktur prokuratury nie jest właściwy: „Sprawy karne dotyczące wojska rozmyją się w setkach innych i nie będzie już możliwości prowadzenia śledztw z taką dokładnością i skrupulatnością jak dotychczas. Jako prokuratorzy wojskowi prosimy o poszerzenie kompetencji umożliwiającej nam ściganie wszystkich przestępstw popełnianych na szkodę Wojska Polskiego. To rozwiąże problem równomiernego obciążenia sprawami z prokuratorami powszechnymi”.
Prokurator Przybył zaznaczył, że media w sprawie związanej z przeciekami informacji niejawnych ze śledztwa smoleńskiego zostały “zmanipulowane”, a oskarżenia prokuratorów o łamanie prawa mają służyć ośrodkom decyzyjnym do uzasadnienia tezy o „nieprzydatności i archaiczności systemu wojskowego wymiaru sprawiedliwości”. A jest on obecnie ostatnią zaporą „przed systemem zorganizowanej przestępczości pozwalającej na całkowite i bezkarne okradanie Wojska Polskiego”. I dodał: „W mojej ocenie należy odejść od systemu statystyki i liczenia spraw przypadających na głowę prokuratora czy sędziego, a zacząć liczyć pieniądze, jakie traciło i traci państwo polskie na skutek przestępstw popełnianych przez zorganizowaną przestępczość o charakterze gospodarczym, żerującą na budżecie Wojska Polskiego i w tym zakresie rozliczać z działalności wojskowy wymiar sprawiedliwości”.
Chodzi tu o doniesienia “Gazety Wyborczej”, sugerującej, że prokuratura wojskowa, wydając postanowienia z żądaniem wydania przez operatorów sieci GSM treści SMS-ów wymienianych między prokuratorami mającymi dostęp do poufnych informacji ze śledztwa smoleńskiego, a m.in. dziennikarzami, kilkakrotnie złamała prawo.
Przybył sprzeciwił się działaniom mediów i prokuratorów, którzy podjęli próbę rozstrzygnięcia tej sprawy, zanim zrobił to sąd: „Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, czy postanowienia wydane przez prok. Łukasza Jakuszewskiego zostały zaskarżone, a jeżeli tak, to jakim prawem opinię wydaje jakaś prokuratura apelacyjna przed rozstrzygnięciem sądowym (…)Taką sytuację można nazwać „przesądem” i próbą bezprawnego wywarcia wpływu na niezawisły sąd, zanim jeszcze podjął decyzje” – powiedział. Za skandal uznał zachowanie prok. Mateusza Martyniuka, rzecznika prasowego prokuratora generalnego, prok. Jacka Skały ze Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury oraz prok. Małgorzaty Bednarek ze Stowarzyszenia „Ad Vocem”, którzy w mediach “wydali wyrok skazujący na śmierć zawodową prokuratora Łukasza Jakuszewskiego, nie znając stanu faktycznego sprawy ani obowiązującego stanowiska ekspertów z tej dziedziny prawa”. Zaznaczył też: „Zarzuty, że miałem pełną wiedzę i podałem przedstawicielom mediów informacje nieprawdziwe, są całkowicie bezpodstawne i kłamliwe.
Grożenie mi przez gazety odpowiedzialnością dyscyplinarną za rzekome wprowadzenie opinii publicznej w błąd uważam za jawne godzenie w zasadę niezależności prokuratora i kneblowanie mi ust. (…) W toku całej mojej służby zawodowej, jako prokurator prokuratury powszechnej a potem prokurator prokuratury wojskowej nigdy nie przyniosłem ujmy Rzeczpospolitej Polskiej i będę z a całą stanowczością bronił honoru oficera polskiego i prokuratury”.
(Uprzednio płk Przybył mówił, że ubiegły rok był przełomowy dla śledztwa w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej ustawiającej przetargi na remonty pojazdów (dokonywane nieprawidłowo lub wcale) i inne urządzenia mechaniczne, m.in. te, które trafiają do Afganistanu. Do naruszeń dochodziło też w przetargach na systemy GPS i na radiostacje ratunkowe, a straty oszacowano na 16,5 mln zł.)
W chwilę potem zarządził przerwę i dziennikarze usłyszeli strzał. Okazało się, iż prokurator usiłował popełnić samobójstwo, ale przestrzelił sobie policzek. Jak powiedział później, ktoś próbował wejść do jego pokoju i drgnęła mu ręka z pistoletem. Jego życiu nic nie zagraża, dokonano zabiegu chirurgicznego,, a następnie skierowano na obserwację psychiatryczną do szpitala w Bydgoszczy. W sprawie próby samobójczej prokuratora jest prowadzone śledztwo przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie.
Przybyłowi wielokrotnie grożono, zniszczono mu auto, wielokrotnie włamywano się do mieszkania, zabito psa, a nawet wyznaczono milion złotych nagrody za jego głowę.
Cywilna contra wojskowa
Tragiczna próba płk Przybyła obnażyła wojnę, jaka toczy się między prokuraturą generalną reprezentowaną przez Andrzeja Seremeta a prokuraturą wojskową na czele której stoi gen. bryg. Krzysztof Parulski. Naczelny Prokurator Wojskowy tuż po tragedii w Poznaniu zwołał konferencję prasową, na której murem stanął za swym podwładnym, charakteryzując go jako człowieka honoru, uczciwego i efektywnego prokuratora. Co więcej, zarządzenie Seremeta, aby dokonać analizy działań prokuratury wojskowej w sprawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego, określił jako niestosowne. Wtedy jednak Seremet tylko polemizował z Parulskim i powiedział, że nie bierze pod uwagę jego dymisji. Później jednak zmienił zdanie. Szefa prokuratury wojskowej może odwołać tylko prezydent na wniosek Prokuratora Generalnego i to za zgodą Ministra Obrony Narodowej.
Jeszcze 10 stycznia szef MON – Tomasz Siemoniak powiedział: „Odniosę się do ewentualnych wniosków personalnych, kiedy tylko do mnie wpłyną. Współpracę z prokuraturą wojskową oceniam bardzo dobrze”. To oficjalnie. Natomiast nieoficjalnie wypowiedział się b. minister sprawiedliwości – Krzysztof Kwiatkowski: „Nie wyobrażam sobie, żeby wiceminister organizował konferencję prasową, na której publicznie nie zgadzałby się z opinią ministra. Takie porównanie pokazuje, jak zła obecnie jest sytuacja w prokuraturze. (…) Naczelny Prokurator Wojskowy Krzysztof Parulski to zastępca Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta. Sytuacja, kiedy w tej samej sprawie mówią coś dokładnie odwrotnego, jest całkowicie niezrozumiała i nie do przyjęcia”.
Czyżby nieoficjalne stanowisko PO?
Ale Parulski postanowił złagodzić swoje stanowisko i 12 stycznia na stronie internetowej NPW ukazało się jego oświadczenie, w którym m.in. czytamy: „Współpraca ta (obu prokuratorów – przyp. red.) układała się i układa w sposób prawidłowy, czego dowodem było wielopłaszczyznowe współdziałanie Naczelnej Prokuratury Wojskowej z Prokuraturą Generalną, w szczególności w toku śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej”. Napisał, że po próbie samobójstwa Przybyła „po mojej stronie wyzwoliło to naturalną potrzebę obrony podwładnego. W emocjonalnym wystąpieniu poparłem zasadnicze tezy wypowiedziane uprzednio przez mojego podwładnego, których treść i forma nie były ze mną uzgadniane ani konsultowane. W tym miejscu pragnę zauważyć, że z wieloma tezami oświadczenia płk. Mikołaja Przybyła zgodził się sam Prokurator Generalny, a ja co do zasady je poparłem”. Z drugiej jednak strony zaznaczył: „… nigdy nie podważałem zwierzchnictwa Prokuratora Generalnego w stosunku do wszystkich prokuratorów wojskowych jednostek organizacyjnych prokuratury, co automatycznie nie wyłącza mojego prawa do odmiennej oceny faktów i zdarzeń”. Jak twierdzi, różnice między nim a Seremetem zostały wyolbrzymione przez media. Podkreślił potrzebę utrzymania odrębnego pionu prokuratury wojskowej. Oświadczenie to wywołało zaskoczenie, niesłusznie, bo już wtedy pozycja Parulskiego była słaba wobec nagonki rozpętanej przez polityków, najsilniej opozycyjnych, oraz media.
Seremet nie podjął koncyliacyjnego tonu Parulskiego. Przeciwnie – w wywiadzie dla „Newsweeka” powiedział: „Niech nikt nie waży się obciążać mnie odpowiedzialnością za to, że pułkownik Przybył targnął się na życie. (…) Nie poddam się szantażowi, który został w tej sprawie zastosowany. W dyskusji nie używa się takich argumentów, po jakie sięgnął pan Przybył”. Zauważył, iż po wystąpieniu gen. Parulskiego „sytuacja jest niezmiernie trudna” i dodał: „Nie jestem zamordystą, ale czasem trzeba przypominać o hierarchicznym podporządkowaniu w prokuraturze”. Wreszcie określił swoje credo: „… niepokoi mnie sytuacja, w której obciążenie prokuratur wojskowych jest znacznie mniejsze niż prokuratur powszechnych. Wobec zmniejszenia armii i jej profesjonalizacji dalsze istnienie prokuratury wojskowej wymaga głębokiej rozwagi”. I właśnie ta uwaga – wypowiedziana na posiedzeniu komisji sejmowej ds. konstytucji – wywołała zaniepokojenie prokuratorów wojskowych – utrzymuje Prokurator Generalny. Wniosek stąd płynie jednoznaczny: los prokuratury wojskowej został właściwie przesądzony. Czy do końca?
Walka o głowę Parulskiego
W tej grze biorą udział: prezydent, premier oraz ministrowie – obrony narodowej i sprawiedliwości. Gra nazywa się „kto kogo”, bo przecież nikogo z uczestników nie obchodzi Parulski czy Seremet. MON zajmuje postawę wyczekującą, nie angażując się w utrzymanie ani w likwidację prokuratury wojskowej. Zapewne Siemoniak poprze wygrywającego. Na razie oświadczenia MON brzmią wieloznacznie. „To zdarzenie musi być w pełni wyjaśnione i minister obrony narodowej udziela swojego pełnego wsparcia prokuraturze wojskowej, a także wszelkim innym organom związanym z tym wydarzeniem, aż do pełnego jego wyjaśnienia” – mówił doradca ministra ON, gen. Bogusław Pacek. Powiedział też, że Przybył był dobrze znany w MON jako oficer “ogromnie pryncypialny i bardzo skuteczny”. W sprawie likwidacji prokuratury wojskowej Pacek wypowiedział się ogólnikowo: „To jest kwestia, która przede wszystkim powinna być rozstrzygnięta w gronie dużej rodziny prokuratorskiej, sądowniczej. Ministerstwo Obrony Narodowej, Wojsko Polskie jest zainteresowane istotnym wspomaganiem organów ścigania sił zbrojnych”. Natomiast sam Siemoniak zapytany o przyszłość prokuratury wojskowej odpowiedział jak Pytia: „Będę za rozwiązaniem skutecznym”. Dodał tyle, że podczas rozmowy z Seremetem wyraził zainteresowanie tym, aby nie ucierpiały śledztwa prowadzone przez prokuratorów wojskowych.
Tymczasem do gry wszedł prezydent Bronisław Komorowski. Zaprosił najpierw Seremeta. Powiedział on podobno Komorowskiemu, że nie wyobraża sobie dalszej współpracy z gen. Parulskim. „Podobno”, gdyż ani Pałac Prezydencki ani Prokuratura Generalna nie przedstawiły treści tej rozmowy. Po czym prezydent zaprosił Siemoniaka i Jarosława Gowina. Następnym rozmówcą prezydenta był Parulski. Dopiero wtedy Komorowski zwołał konferencję prasową. „Zwrócę się do rządu i parlamentu o jak najszybsze określenie docelowego modelu prokuratury. Musi być wypracowany docelowy model, by prokuratorzy wiedzieli, w jakiej rzeczywistości przyjdzie im funkcjonować dłużej niż jeden rok” – oświadczył.
I dalej hamletyzował rozważając czy reforma z 2009 r., kiedy oddzielono stanowisko Prokuratora Generalnego od Ministra Sprawiedliwości „poszła za blisko, czy za daleko, czy należy ją pogłębić, czy też trzeba się cofnąć”. Stwierdził, że w czasie rozmowy z Seremetem nie padł wniosek o odwołanie Parulskiego i wyjaśnił: „Sądzę, że Prokurator Generalny wie, że wniosek taki musi być zaopiniowany przez ministra obrony i to pewnie było elementem ograniczającym, jeśli chodzi o formułowanie tego rodzaju wniosku wprost do prezydenta”.
To stwierdzenie można odczytać jako próbę obrony Parulskiego. Zaznaczył, iż obaj prokuratorzy „potrafili ze sobą bardzo dobrze współdziałać i mają o sobie dobrą opinię, która jest zbudowana w oparciu o doświadczenie z nieco wcześniejszego okresu”. Poinformował także o swoim wniosku o informację na temat umorzenia śledztwa dotyczącego prokuratura Marka Pasionka. Sprawa dotyczy badania przez prokuratury: wojskowe w Poznaniu i cywilne w Warszawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Ostatecznie śledztwo umorzono, trwa natomiast postępowanie dyscyplinarne wobec Pasionka, który miał mówić o sprawie Amerykanom. Komorowski zapowiedział zwrócenie się do szefa Krajowej Rady Prokuratury o informację na temat oddziaływania samorządu prokuratorów na sytuację wewnętrzną w prokuraturze.
Jak zwykle w takich przypadkach, premier Donald Tusk przebywał na urlopie i dopiero odpocząwszy zabrał głos. Ocenił on, że obecny kształt prokuratury wojskowej jest w dużym stopniu archaiczny, a zmiany wydają się niezbędne. zadeklarował zaufanie do ministra sprawiedliwości, wyrażając nadzieję, że dobrze przygotuje te zmiany. (Gowin jest zwolennikiem likwidacji prokuratury wojskowej.) Wypowiedział się za utrzymaniem rozdziału funkcji Prokuratora Generalnego od Ministra Sprawiedliwości. O ile Komorowski jakby sugerował utrzymanie obecnego stanu personalnego, o tyle Tusk wyraził zdanie przeciwne: „Ale jeśli miałoby się okazać w najbliższych dniach, że współpraca pomiędzy prokuratorem generalnym a jego zastępcą nie jest możliwa ze względu na emocje, które narosły, to będzie to trzeba rozstrzygnąć. Z zasady w tego typu sytuacjach trzeba nie tylko rozważyć wszystkie argumenty obu stron, ale i założyć, że podwładny nie powinien atakować przełożonego publicznie, szczególnie w tak zhierarchizowanych instytucjach jak wojsko czy prokuratura”.
Widocznie opinia Tuska (choć ostrożna skłoniła Seremata do złożenia wniosku do szefa MON o odwołanie Parulskiego i mianowanie na jego miejsce płk Jerzego Arytmiaka, zastępcę Naczelnego Prokuratora Wojskowego. Powodem wniosku jest “publiczna i spektakularna krytyka przełożonego” – jak powiedział rzecznik Prokuratury Generalnej.
Prezydent „z przykrością” przyjął informację, że wniosek prokuratora generalnego o zmianę szefa NPW został złożony przed posiedzeniem Krajowej Rady Prokuratury, która miała zająć się „napięciami w prokuraturze” – poinformowała szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek. „Prezydent od samego początku konfliktu działa na rzecz wyjaśnienia wszystkich kwestii spornych, na rzecz stonowania tego konfliktu, dlatego zwrócił się do Krajowej Rady Prokuratury, by ta wszczęła mediacje” – ocenił prezydencki minister Sławomir Rybicki. Posiedzenie Rady zaplanowano na 24-26 stycznia. Trzaska-Wieczorek zaznaczyła, że „prezydent ma nadzieję, że przekona prokuratorów do wspólnego znalezienia docelowych rozwiązań” oraz że Komorowski „z przykrością powziął informację, że wniosek prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta został złożony jeszcze przed spotkaniem Krajowej Rady Prokuratury, podczas którego miała zostać omówiona sprawa załagodzenia napięć w prokuraturze”. „Wyrażam ubolewanie, że prokurator generalny nie skorzystał z szansy, aby (…) wewnątrz prokuratury wyjaśniać wszystkie sporne kwestie (…) Tym bardziej, że przecież pojawiają się głosy o konieczności odwołania obydwu prokuratorów. Ten konflikt nabiera coraz poważniejszych kształtów – mówił Rybicki. Posunięcie Seremety skomentował też doradca prezydenta prof. Tomasz Nałęcz: „Prokurator generalny … trochę się pośpieszył z wnioskiem w sprawie. szefa prokuratury wojskowej Krzysztofa Parulskiego”. Jak powiedział, prezydent nie jest notariuszem, który wpisuje w swojej księdze decyzje prokuratora generalnego.
Zbigniew Lipiński
Na zdjęciu: okładka tygodnika „Uważam Rze” – prasa zbliżona do PiS zajęła oczywiście stanowisko wrogie wojskowym.
Nr 5-6 (29.01-5.02.2012)



In English
по русском языке




