Polska jest jedna – Bolesław Świderski (1912-1969)

gdanskBolesław Świderski urodził się 7 stycznia 1912 r. we Lwowie. Do gimnazjum uczęszczał w Nowym Sączu i Bochni, następnie studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobnie jak wielu przedstawicieli jego pokolenia już w okresie studenckim związał się z ruchem narodowym. Był jednym z liderów młodzieży narodowej, pełnił funkcję prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, należał do Obozu Wielkiej Polski. Był jednym z redaktorów „Kuriera Powszechnego”.

W czasie rozłamów, dotykających ruch narodowy w latach 30., należał do grupy działaczy, która powołała do życia ONR. W swojej najnowszej pracy zatytułowanej „Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934-1944. Od studenckiej rewolty do konspiracji niepodległościowej” (Warszawa 2011) Wojciech Jerzy Muszyński określił Świderskiego, jako „spiritus movens” krakowskiego ONR-u.

Więzień Berezy

Po delegalizacji ONR-u Świderski należał do pierwszej grupy więźniów osadzonych w obozie odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Przybył do obozu 7 lipca 1934 i otrzymał obozowy numer 2. Zwolniony został z obozu 18 września 1934 r. W ramach ONR-u Świderski należał do grupy zwolenników Bolesława Piaseckiego, którego poznał bliżej w Berezie. Po dokonanym w ONR rozłamie Świderski współtworzył RNR „Falangę”. Należał do sygnatariuszy Zasad Programu Narodowo-Radykalnego (od koloru okładki nazywanego „zielonym programem”). W ramach RNR pełnił funkcję kierownika dzielnicy zachodniej (okręg pomorski i poznański). Ówczesną działalność Świderskiego tak wspominał jego dawny kolega z RNR – Włodzimierz Sznarbachowski: „Był obrotnym i sprawnym organizatorem. W Falandze włączono go do naczelnego kierownictwa, gdzie często kłócił się, godził i znowu rozchodził z Piaseckim. Należał do Organizacji Bojowej «Życie i Śmierć dla Narodu», m.in. w czerwcu 1937 r. (…) podłożył bombę w westybulu Związku Nauczycielstwa Polskiego w Łodzi” („300 lat wspomnień”, Londyn 1997). Konflikty  Świderskiego z Piaseckim, o których wspominał Sznarbachowski, spowodowane były głównie różnicami w odniesieniu do taktyki „Falangi”. Świderski należał do zdecydowanych przeciwników nawiązywania współpracy z obozem rządowym. Z „Falangą” Świderski ostatecznie rozstał się w drugiej połowie 1938 r., w związku z nasilającym się kryzysem organizacyjnym. Organizację Piaseckiego opuścili wówczas m.in. także Wojciech Wasiutyński, Stanisław Cimoszyński i Witold Staniszkis.

W „Prosto z Mostu”

Poza zaangażowaniem w działalność stricte polityczną Świderski współpracował z tygodnikiem „Prosto z Mostu”, w którym pełnił funkcję sekretarza redakcji oraz wydawanym przez ojców franciszkanów w Niepokalanowie „Małym Dziennikiem”. Publikował także na łamach prasy narodowo-radykalnej, rozwijając m.in. problematykę wiejską, pisząc o projektowanym przez RNR ustroju rolnym. Artykuł zatytułowany „Chłop w szeregach Ruchu Narodowo-Radykalnego” dobrze ukazuje także miejsce „Falangi” na scenie politycznej przedwojennej Polski: „Tylko planowa parcelacja większej własności rolnej na rzecz gospodarstw chłopskich oraz przesunięcie nadmiaru ludności wiejskiej do handlu i rzemiosła w miejsce wyrugowanego żydostwa – to realny program stworzenia zdrowych podstaw gospodarczych dla rozwoju kulturalnego i politycznego chłopa polskiego. Taki program nie mieści się w ramach Stronnictwa Narodowego ze względu na swój radykalizm, ale też nie może być urzeczywistniony przez Stronnictwo Ludowe ze względu na swój nacjonalizm – zostanie natomiast zrealizowany przez Ruch Narodowo – Radykalny (…) Wieś jest dziś terenem wpływów Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Narodowego. Chłop, choć tkwi jeszcze w zewnętrzno-organizacyjnych formach tych dwu stronnictw, oddala się jednak coraz bardziej od konserwatyzmu narodowo-demokratycznego i klasowości ludowcowej staje się natomiast zdecydowanym zwolennikiem Ruchu Narodowo-Radykalnego” („Falanga” nr 10, 8. 03. 1938).

Wojenne losy Świderskiego opisane zostały w szkicu „«Falangiści» podczas II wojny światowej”: „W szeregach 5. Pułku Strzelców Podhalańskich 29 Dywizji Piechoty (Grupa Operacyjna „Bielsk”) walczył Bolesław Świderski (…) Internowany w Eger na Węgrzech, skąd ucieka natychmiast do Budapesztu. W styczniu 1940 r. usiłuje przedostać się przez Tatry do Polski z zamiarem włączenia się do działalności konspiracyjnej. Wraz z dwoma towarzyszami są częścią pierwszej dziesiątki oficerów przygotowanych do takiej działalności przez płk Emisarskiego w Budapeszcie. W górach podczas zamieci gubią przewodnika, drogę i niemal zamarzają. Świderskiego, który w ostatnim momencie przytomności dał sygnał latarką, odnalazł niemiecki patrol. Sprawa nie byłaby groźna, gdyby nie fakt, iż jednocześnie wpada reszta z dziesiątki idąca innym szlakiem, ale posiadająca identyczne ubrania, pochodzące od tego samego krawca w Budapeszcie… Świderski przebywa kolejno w więzieniach w Sanoku, Krakowie i Wiśniczu. Później zostaje osadzony w KL Auschwitz i jako więzień numer 952 otrzymuje przez przypadek funkcję sanitariusza” („Glaukopis” nr 13-14/2009).

„Brat Albert” w KL Auschwitz

Szereg faktów dotyczących obozowego epizodu biografii Świderskiego przynosi wydana nakładem emigracyjnej „Myśli Polskiej” praca „Oświęcim bez cenzury i bez legend” (Londyn 1985) autorstwa Jerzego Ptakowskiego, działacza narodowego przebywającego po wojnie na emigracji. W obozie, w którym przebywał od 20 czerwca 1940 r., Świderski pełnił początkowo funkcję kapo w komandzie „jarzyniarnia” (obieranie i czyszczenie warzyw), następnie zaś sanitariusza. Swoją pozycję wykorzystywał do pomagania współwięźniom, w tym także Żydom oraz osobom o przekonaniach lewicowych (np. Józefowi Wieczorkowi). Przede wszystkim znana jest jednak pomoc, jakiej Świderski udzielał Janowi Mosdorfowi, o czym sam Świderski już po wojnie pisał: „Mosdorfa, którego uważałem za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli młodego pokolenia narodowego otoczyłem najczulszą opieką. Swoimi chodami stworzyłem mu znośne warunki na bloku” („Kronika” z 2. 11. 1968). Świderski pomagał w obozie także św. Maksymilianowi Marii Kolbe, o czym Ptakowski pisał: „nie szczędził wysiłków, by pobyt ojca Maksymiliana w obozie uczynić znośniejszym. Znał go dobrze z okresu przedwojennej pracy redaktorskiej w «Małym Dzienniku»”. W obozie Świderski współtworzył tajną organizację Stronnictwa Narodowego, w skład której wchodzili m.in.: prof. Roman Rybarski, prof. Witold Staniszkis, Stefan Niebudek i Jan Mosdorf. Organizacja zajmowała się niesieniem pomocy materialnej i moralnej innym  współwięźniom. O roli Świderskiego w następujący sposób pisał cytowany już J. Ptakowski: „«Głową» nas wszystkich był Bolesław Świderski, który będąc zastępcą kapo, roztaczał opiekę nad wieloma ofiarami Oświęcimia. Prośba jego czy słowo traktowane było przez współwięźniów jak rozkaz i spełniane bez zastrzeżeń. Wychował on wielu działaczy konspiracyjnych (…) «Bratem Albertem» Oświęcimia stał się Bolesław Świderski. Nikt z nim nie może się mierzyć pod względem rozmiarów niesionej pomocy i opieki”.

Po opuszczeniu Oświęcimia Świderski przebywał jeszcze w obozach Neuengamme (od wiosny 1943) i Mauthausen, gdzie doczekał końca wojny i wyzwolenia przez Amerykanów. Po wyzwoleniu przedostał się do II Korpusu we Włoszech. W 1946 r. wyjechał do Wielkiej Brytanii. Na emigracji zorganizował i kierował do 1949 r. Katolickim Ośrodkiem Wydawniczym „Veritas” w Londynie, administrował także tygodnikiem katolickim „Życie”. Od 1954 r. prowadził w Domu Kombatanta w centrum Londynu księgarnię Stowarzyszenia Kombatantów Polskich. Księgarnia Świderskiego prowadziła jako jedna z nielicznych sprzedaż wydawnictw i prasy krajowej. Jak pisze w swoim szkicu o Świderskim Krzysztof Tarka w pracy „Mackiewicz i inni. Wywiad PRL wobec emigrantów” (Łomianki 2007) w księgarni można było kupić „Przegląd Sportowy”, „Przyjaciółkę”, „Przekrój”, a spod lady nawet „Trybunę Ludu”. W 1955 r. założył własne wydawnictwo Polish Book House, które na przestrzeni czternastu lat funkcjonowania opublikowało 69 pozycji, w tym książki autorstwa prof. Władysława Konopczyńskiego, Ferdynanda Goetla, Mariana Kukiela, Władysława Pobóg-Malinowskiego, Stanisława Cat-Mackiewicza i jego brata Józefa Mackiewicza.

Pod prąd

Działalność Świderskiego, zarówno wydawnicza, jak i stricte polityczna miała na emigracji od początku wielu przeciwników. „Nieprzejednani”, w tym działacze i politycy skupieni wokół gen. Władysława Andersa, zarzucali mu zbyt prokrajowe stanowisko (w późniejszym okresie gen. Anders wraz z jednym z emigracyjnych dzienników oskarżył Świderskiego przed sądem o oszczerstwo). Dla Świderskiego istotnym przełomem na drodze Polski do odzyskania suwerenności były wydarzenia października 1956 r. Redaktor „Kroniki” doszedł do przekonania, że duża część polskiej emigracji politycznej zeszła na pozycje agenturalne, bądź w najlepszym razie strefy wpływu ośrodków wrogich krajowi, Polska zaś stawała się państwem coraz bardziej niezależnym (w jednym z artykułów stawiał retoryczne pytanie: „a ileż państw dziś na świecie korzysta z nieograniczonej suwerenności?”).
Afera „Bergu”, działalność Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, nastroje proadenauerowskie wśród części emigrantów, czyniły podobne opinie uprawionymi. W 1958 r. Świderski nawiązał kontakt z przedstawicielem polskiego wywiadu, oficjalnie korespondentem PAP-u w Londynie. Od początku swoich kontaktów ze służbami PRL Świderski nie krył, że jego celem jest powołanie do życia nowego tygodnika, który działałby na rzecz wzmocnienia nastrojów prokrajowych na emigracji. 17 listopada ukazał się pierwszy numer tygodnika „Kronika”. Do śmierci Świderskiego ukazało się 336 numerów pisma, z „Kroniką” współpracowało wielu dziennikarzy i publicystów związanych z obozem narodowym, w tym m.in. Klaudiusz Hrabyk, Edmund Męclewski i Jan Dobraczyński.

Dobrze ówczesne intencje Świderskiego oddaje cytat z jednego z artykułów: „Jest jedna literatura. Jest jedna sztuka. Jest jedna miłość ojczyzny. Jeden kraj i jeden naród (…) My chcemy wiedzieć, jak tam jest naprawdę! Chcemy wiedzieć koniecznie, bo tam mieszkają nasi rodzice, bracia, krewni, bo tam żyją Polacy, bo tam jest Polska! (…) Emigracja nie jest komunistyczna, z komunizmem walczy, ale to nie może oznaczać, że walczy z Państwem polskim, rządzonym przez komunistów”.

Polska jest jedna

Bolesław Świderski, podobnie jak wielu działaczy narodowych, z Jędrzejem Giertychem, Witoldem Olszewskim, Klaudiuszem Hrabykiem i Janem Matłachowskim na czele, poszedł drogą odrzucenia emigracyjnych fikcji i negacji rzeczywistości na rzecz uznania realnie istniejącego państwa polskiego, jakim była Polska Ludowa. W powojennych realiach umiał dostrzec ważne i ponadczasowe osiągnięcia kraju, za optymalny uważał też związek Polski z Rosją: „Związek z Rosją – przekonywał Świderski – podyktowany był nie tylko rozsądkiem, ale przede wszystkim polską racją stanu. W sytuacji, gdy Zachód traktował Polskę instrumentalnie, współpraca ze wschodnim sąsiadem stwarzała szansę na realizację polskich aspiracji i interesów. Dla Zachodu – powtarzał – Polska «będzie zawsze Kopciuszkiem»”. Władzę zaś komunistów nad Polską uznawał za historycznie uzasadnioną: „odegrali (komuniści – przyp. M.M.) historyczną rolę w uratowaniu kraju od zagłady i w tym leży ich dziejowe znaczenie dla Polski”; „Skóra na mnie cierpnie gdy pomyślę, że zamiast Gomułki i Cyrankiewicza dorwaliby się po wojnie do władzy w Polsce: Anders, Bielecki i inni. Może by im – jak Mikołajczykowi – udało się z Polski na czas nawiać, ale naród na pewno zapłaciłby za ich politykę w tej samej proporcji, co Warszawa za powstanie”.
Jak pisze cytowany już Krzysztof Tarka: „Powołując się na Dmowskiego, twierdził, iż zasługą komunistów było związanie Polski z Rosją przeciw Niemcom: «Tego uczył wielki myśliciel, pisarz i polityk Roman Dmowski, którego nigdy nie rozumieli tępi endecy». Komuniści mieli się również przyczynić do modernizacji kraju: uwolnili z ciemnoty i nędzy chłopów i robotników», «przekształcili Polskę z ubogiego państwa rolniczego w świetnie zapowiadające się na przyszłość państwo przemysłowe», «dźwignęli Polskę pod względem kultury na nieznane nam dotąd wyżyny». Zrealizowali również «marzenie życia», cel młodzieńczej działalności Świderskiego: przekształcili Polskę w państwo narodowe”. W 1964 r. Świderski po raz pierwszy po wojnie odwiedził Polskę, wizyta w kraju wzbudziła w nim entuzjastyczne opinie: „jest lepiej niż myślałem (…) Polska jest przede wszystkim krajem pełnym werwy i rozmachu. Życie aż kipi. Wszędzie coś się dzieje, coś się robi, coś tworzy. Ludzie mają pełne ręce roboty”.

Podczas wizyty spotkał się z przedwojennymi współpracownikami z ruchu narodowo-radykalnego, działającymi w PAX-ie, z którymi utrzymywał kontakt także będąc na emigracji. Postawę Świderskiego dobrze oddaje opinia wyrażona przez Zygmunta Przetakiewicza: „Do końca życia (umarł w 1969 r.) okazywał zrozumienie dla działalności Piaseckiego w PRL, co było wyjątkiem wśród emigrantów” („Od ONR-u do PAX-u”, Warszawa 2010).

Zapomniany

Świderski przez całe życie pozostał indywidualistą o jasno wytyczonych zasadach, cytowany już wielokrotnie Jerzy Ptakowski wspominał go w następujący sposób: „Trudność politycznej współpracy ze Świderskim, na co w jego życiu można znaleźć wiele przykładów, polegała moim zdaniem w pierwszym rzędzie na tym, że był zdecydowanym indywidualistą, z naturą przywódcy. Nie znosił chodzenia w uprzęży, ponadto oczekiwał od otoczenia niemal fanatycznego wysiłku i poświęcenia, do których sam był zdolny”. Bolesław Świderski zmarł w Londynie 28 kwietnia 1969 roku w wieku 57 lat.  Zwłoki zostały przewiezione do Polski i pochowane w grobie rodzinnym Gliwiców na warszawskich Powązkach.

Na łamach paxowskiego „Słowa Powszechnego” tak relacjonowano jego pogrzeb: „Po odprawieniu nad otwartą mogiłą egzekwii żałobnych przez ks. M. Suwałę w asyście ks. Marka Janickiego, nad trumną zabrał głos wiceprzewodniczący Stow. PAX poseł dr Jerzy Hagmajer, podkreślając zasługi Zmarłego w dziedzinie popularyzacji Polski w Wlk. Brytanii, gdzie przebywał Zmarły przez ostatnią część swego życia oraz omawiając jego działalność. Następnie przemówił w imieniu kolegów Klaudiusz Hrabyk” („Słowo Powszechne” nr 109, 6. 05. 1969). Pośmiertnie Świderski odznaczony został przez Radę Państwa Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. „Kronika” ukazywała się jeszcze przez dwa lata.

Maciej Motas

Na zdjęciu: Gdańsk 1964 – Świderski był mile zaskoczonyrozwojem polskich miast.
Nr 5-6 (29.01-5.02.2012)

Już nie można komentować tego artykułu.