Sztuka broni sport przed zdziczeniem – rozmowa z Krzysztofem Zuchorą

zuchowaKiedy Pan zainteresował się sportem?
- Zaczęło się od zabaw na podwórku. Byłem najmłodszym graczem, żeby nie znaleźć się za bramką jako chłopiec do podawania piłek. Musiałem nadrabiać sprytem i zmysłem taktycznym. Sport w tym podwórkowym wydaniu uczył mnie dzielności i odwagi moralnej. Ale chronił mnie przed łatwą rozrywką dla zabicia czasu, pełną pokus i rozrób rówieśniczych, a nieraz naruszających granice prawa. Kiedy wspominam tamte lata, widzę sport jako dobrą szkołę dojrzałości życiowej, przebiegającą w trudnych czasach, ale zarazem wychyloną w przyszłość.

Kiedy zaczął Pan pisać o sporcie i którzy polscy pisarze mieli wpływ na Pana poezję?
- W tym przypadku wszystko ułożyło się inaczej niż u Kazimierza Wierzyńskiego, który wiersze sportowe pisał w latach młodości, gdy entuzjazm i emocje wlewały się w poetycką formę. Moje pisanie rodziło się w trudzie. Miałem już za sobą karierę sportową, która jednak w naturalny sposób przeniosła swoje doświadczenia na pole edukacji olimpijskiej, traktującej sport jako dziedzinę sztuki. Okazało się wtedy, że wiele spraw należy przekazywać metaforycznie, aby zamiast „przymusu” dydaktycznego i rutynowego,  moralizowania prowadzić „lekcję sportu” opartą na osobistym doświadczeniu i przeżywaniu wartości najlepiej zachowanych w literaturze pięknej, dla ważnych, doniosłych treści, zakorzenionych w antycznej tradycji, szukałem własnej współczesnej formy, jak
w wierszu „Moja Grecja”: „dzikiej oliwki wiotka gałąź/ O cienia bogów kamienne skronie/ Młody Achilles bosą stopą/ Rozjaśnia piasek na stadionie”
Pisanie o sporcie łatwo zjawia się pod piórem, zwłaszcza w okresie igrzysk olimpijskich  i mistrzostw świata, ale też rzadko się udaje. Chociaż nasz dorobek literacki w tym zakresie jest bogaty: od Kochanowskiego i Mickiewicza poprzez Wierzyńskiego, Iwaszkiewicza i Kubiaka do Harasymowicza, Grześczaka i Różewicza. W przestronnym krajobrazie naszej literatury sportowej jest miejsce na moje wiersze.

W bieżącym roku odbędą się ważne wydarzenia – mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie oraz Olimpiada na Tamizą. Czy będzie towarzyszyć tym wydarzeniom literatura?
- Piłka nożna jest wielką metaforą „gry o wartości”, którym sens nadaje sztuka. Krzysztof Mętrak pisał recenzje z boiska, tym samym językiem co recenzje z teatru i filmu. Sztukę i sport ożywia ten sam duch i przynagla do biegu rytm tego samego serca, a bywa przecież i tak, jak u Eurypidesa, że ta sama ręka zdobywała wieńce w zawodach sportowych i napisała „Ifigenię w Aulidzie”. Dzisiaj też znamy przykłady olimpijczyków piszących wiersze (Barbara Grocholska-Kurkowiak, Katarzyna Szotyńska-Deberny)! Boisko piłkarskie może być zarzewiem „wojny futbolowej” (Ryszard Kapuściński), albo „tadionem prawdy” (Michał Sprusiński). Piłka nożna to największa lekcja moralności (Albert Camus) oraz szkoła wartościowego życia, w której człowiek zajmuje centralne miejsce (Jan Paweł II).
Z kolei igrzyska olimpijskie są traktowane jak „ogromny teatr”, w którym stale obecne jest „myślenie o myśleniu człowieka” . (Barbara Skarga)  Na otwarcie i zakończenie igrzysk, a więc na ceremonialną wystawę wartości patrzą się oczy trzech miliardów ludzi na całym świecie, ludzi, którzy w podobny sposób odczytują ten symboliczny przekaz kulturowy i zgłaszają ochotę do obrony prawdy, dobra i piękna, równości społecznej, poszanowania godności, umowy międzyludzkiej i demokracji. Jaki byłby świat bez tych olbrzymich emocji, „sportowego gniewu”, bez szaleństwa rozgorączkowanej wyobraźni, ale zarazem świat poddany woli człowieka i dążenia do moralnej doskonałości. Fair play to moralność podniesiona na wyżyny piękna  (Krzysztof Zuchora). Sport to sacrum a nie profanum. Powinien być traktowany jako źródło sztuki i jako czynnik pobudzający do rzeczy pięknych. Sztuka broni sport przed zdziczeniem i degradacją moralną. Rzucające się w oczy piękno spotyka się w sporcie z ideałem moralnym, który wyznacza horyzonty europejskiej kultury. Londyn to miejsce ważne dla ruchu olimpijskiego, także z tego względu, że właśnie tutaj w 1948 roku odbył się ostatni oficjalny olimpijski konkurs sztuki.
Pod pretekstem obrony amatorstwa olimpijskiego wyrzucono z programu igrzysk zwody w różnych dziedzinach sztuki uprawianej przez profesjonalistów, a więc mówiąc językiem sportowym zawodowców, którzy mieli wtedy wstęp wzbroniony. Dla nas tamte igrzyska były ważne, ponieważ złoty medal olimpijski w dziedzinie muzyki zdobył Zbigniew Turski, a Jarosław Iwaszkiewicz za tom wierszy „Ody olimpijskie” otrzymał honorowe wyróżnienie. Już choćby te dwa powody świadczą o tym, że Polska sztuka znajdzie w Londynie podczas igrzysk eksponowane miejsce.
Podkreślenie naturalnych związków sportu i sztuki jest stale obecne  w działalności polskiego ruchu olimpijskiego. Stąd z Polski odzywa się wołanie o powrót do źródeł antycznego sportu, gdzie zawody sportowe i zawody artystyczne odbywałyby się w tym samym miejscu i w tym samym czasie, aby dowodzić, że sport zakorzeniony jest w naturze, ale jego najgłębsze źródło bije w kulturze. Granice boiska wyznacza kultura podług woli człowieka: czynu i słowa. Gra to ryzyko, ale też konwencja, styl, kanon i wolność do przekraczania reguł mieszczących się jednak w obrębie sztuki. To także teatr, w którym swoje role grają: zawodnicy, widzowie i artyści.

Jaki przebieg miały olimpijskie konkursy sztuki w minionym stuleciu (1912-2012)?
- Sport nie ma u nas wysokiej pozycji w środowisku artystycznym. Twórców zajmujących się tym tematem posądza się o to, że szukając aplauzu u sportowej widowni zaniżając kryteria artystyczne. Dzisiaj nadal związki sportu i sztuki mają charakter okazjonalny i nader uroczysty. Tymczasem sport zajmuje uwagę poetów od Homera do Szymborskiej. Mówi się też od dawna, że są mistrzowie „mięśni” i mistrzowie słowa. Pierwszych słusznie nazywa się atletami, a drugich – poetami. Na szczęście bywało, że mięśnie i myśli łączył „związek małżeński, o czym był przekonany baron Pierre de Coubertin, twórca nowożytnych olimpiad i pierwszy laureat pierwszego konkursu olimpijskiego w dziedzinie poezji w Sztokholmie w 1912 roku. Sztuka jest niejako radarem moralnym, tworzy system wczesnego ostrzegania, a wiersz bywa dowodem w sprawie, w której w roli zbiorowego świadka zostaje przywołana kultura. Więcej tutaj przeczuć, intuicji, samej wiary, w ideały wynikające z tej wiary, widoków społecznych niż do słownego, zebranego w postaci faktów doświadczenia. Zawsze najważniejszym przesłaniem sztuki był wysiłek skierowany na obronę wartości, które przesądzają o tym, że pojedyncze dzieło ma wartość społeczną; „jest ono częścią tej otuliny duchowej, ideowej i estetycznej, która chroni „nagość psychiczną człowieka przed agresywną samowolą instynktów” (Jan Goczoł).

Jacy polscy pisarze zdobywali medale olimpijskie w konkursach sztuki?
- W naszej tradycji literackiej pierwszym, który widział sport jako zjawisko godne pióra poety, był Kazimierz Wierzyński. Za tom wierszy „Laur olimpijski” otrzymał złoty medal podczas igrzysk w Amsterdamie w 1928 roku. Stworzył on nowy język i nową formę, ustalił reguły „poetyckiej gry sportowej”, które odtąd obowiązują poetów. Ustalił granicę dojrzałości artystycznej w opisywaniu sportu. Głosił, że sport otwiera obszary wewnętrznego krajobrazu, które zdobywa się wolą.  Z napięcia między natchnieniem a wtórnością, szaleństwem
a opanowaniem rodzi się intensywnie przeżywany sens życia. „Oto tu jest największe coloseum świata,/ tu serce żądz i życia bije najwymowniej, /tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata/ milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni”. Drugim z wielkich jest Jan Parandowski, autor „Dysku olimpijskiego” nagrodzonego brązowym medalem na konkursie sztuki  w Berlinie w 1936 roku. Od „ciemnych wieków” aż po nasze czasy najbardziej oczekiwaną przez atletów nagrodą stała się pieśń o sporcie, która jest jednocześnie nieustającą pieśnią o pokoju” (Jan Parandowski). W ten sposób pokolenia artystów, dawnych i współczesnych spłacają dług za wszystkie słowa, wypowiedziane na pochwałę wojny. Przelanej krwi, barbarzyństwa i terroru. To między innymi miał zapewne na myśli Pindar, kiedy pisał „Zwycięstwo  w Agorach najlepiej ceni sobie pieśń. Najgodniejszą towarzyszką wieńców  i sprawiedliwości”. Piękno sportu zależy od tego, kto patrzy, natomiast dobro jest wartością wspólną dla wszystkich. Współcześni atleci reprezentują na igrzyskach różne dyscypliny, ale równorzędne. Zapewne obraz sportu będzie się stale komplikował, zmieniał kanony i formy, ale jednego możemy być pewni, że zachowa swój dotychczasowy charakter. Boisko jest zrobione na miarę człowieka, granice wyznaczają otwarte ramiona. (Krzysztof Zuchora)
Nasza ekipa olimpijska zawiezie do Londynu 2012 apelację, w której ponownie będziemy domagać się powrotu konkursów sztuki do oficjalnego programu olimpiady. Sport bez wsparcia ze strony sztuki rozmieni się na drobne według hasła, które towarzyszy w piłce nożnej: nieważne jak się gra, liczy się zwycięstwo, skuteczność bierze górę nad pięknem gry, emocje zestawia się w rubrykach, jak liście zasuszone między wierszami.

Jaką rolę może odebrać sztuka w naprawianiu współczesnego sportu?
- Powszechnie patrzy się na historię sportu jak na kromkę zbiorowej pamięci, w której znalazły stały adres, wydarzenia z przeszłości. Nasz album „Najlepsi z najlepszych” jest właśnie tego rodzaju księgą (wydawnictwo olimpijskie). Tymczasem nie zawsze chodzi o wygraną, pamięć o porażkach jest zasługą sztuki, która przygarnęła do siebie zrozpaczone serca. Ikon był zawsze dla artystów wdzięczniejszym tematem niż rozważny Dedal. Tak jak romantyzm góruje nad pozytywizmem. Poezja wnosi do sportu własny ład i porządek, ale robi to w taki sposób, aby forma wiersza nieograniczana żywiołowej natury sportu. Niekiedy słowa dynamizują akcję i podnoszą temperaturę widowiska, wtedy mówimy, że poeta przeniósł sport z sytuacji konkretnej w sytuację symboliczną. W ruchomym pejzażu sportu, literatura odkrywa dla siebie temat, który podlega tym samym prawom jak inne dziedziny życia. Z rozeznania wewnętrznego rodowodu  i prawdy wzruszenia wynika moralność wiersza, która powoduje, że słowo jest nie tylko dźwiękiem, lecz wołaniem serca. A wtedy zaciera się granica między prawdą sztuki i prawdą stadionu. I chociaż każda poezja rozwija się wysoko, jakby na uboczu „wrzaskliwego” życia, jest z nim zadziwiająco współbrzmiąca. Bystra obserwacja sprawia, że właśnie te wiersze sportowe pozostawiają niezatarte wrażenie. „Dobrym poetom jest się wtedy,  gdy wyraża się to, co się chce wyrazić” (Kazimierz Wierzyński).

A co by Pan powiedział o sobie i swojej poezji?
- Piszę! Piszę, aby poświadczyć swoją obecność w czasie teraźniejszym, bronię jedynego miejsca na tym świecie – własnej duszy. Zdaję sobie sprawę, że jest to obrona rozpaczliwa. Nie ulegam jednak panice i nie rzucam broni. Albowiem  w tej obronie tkwi sens życia – wolność. A ponieważ tworzenie jest aktem wolności, więc piszę, aby ocalić od zapomnienia kilka słów, które zamieściłem w wierszach. Słowo zaświadczy też kiedyś o stoczonej „tu i teraz walce”.  Piszę też i dlatego, że nie potrafię walczyć w milczeniu. Ale nie umiem też krzyczeć, więc głos ściszam do szeptu. Najpierw jest zawsze napór czasu, potem zaś słowo wydobyte  z ciszy, jeszcze później zjawia się myśl porządkująca, potok wiersza. Wierzę, że twórczość każdego pisarza powinna podejmować te problemy, które go najbardziej nurtują, powinna wypełniać te miejsca, które musi wypełnić. Boisko jest dla mnie takim miejscem, gdzie w naturalny sposób łączą się natura z kulturą, mięśnie i myśli, sport i sztuka.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał: Stanisław Stanik

Doc. dr Krzysztof Zuchora – kierownik Zakładu Teorii Wychowania Fizycznego AWF Józefa Piłsudskiego w Warszawie, członek Komisji Rehabilitacyjnej, Kultury Fizycznej i Integracji Społecznej Polskiej Akademii Nauk, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Naukowego Kultury Fizycznej, wiceprezes Polskiej Akademii Olimpijskiej i Komisji Kultury Polskiego Komitetu Olimpijskiego redaktor naczelny magazynu Kultura Fizyczna, zastępca redaktora naczelnego kwartalnika artystycznego i naukowego Quo Vadis oraz polskiej edycji Kroniki Sportu, poeta, krytyk, eseista, pedagog, znany propagator wartości sportu i ideałów olimpijskich w prasie, radiu i telewizji.  Autor książek poetyckich: Jasnowłosej, Chwila bez godziny, Cicho, W słonecznej koronie stadionu oraz tomików poezji W cieniu światła, Bezdomny wiersz, Wiersze o miłości, W zatoce serca, Przebudzenie, Odwrócone niebo, Sonet z jabłkiem, W cieniu światła, Noc bliżej światła.

Nr 3-4 (15-22.01.2012)

Już nie można komentować tego artykułu.