Traktat w Poczdamie z 1720 r.

Elity gotowe współpracować z obcymi stolicami przeciw suwerenności własnego państwa, skłócony sejm niechętny wszelkim głębszym reformom, niewydolność sądownictwa, wojsko nadające się jedynie do odbywania parad, wyszydzanie polskości, małpowanie zagranicy, zapaść gospodarcza, upadek szkolnictwa – oto opis Rzeczpospolitej XVIII, ale czy nie przypomina Polski współczesnej? A skoro tak, jeśli z historii ma płynąć nauka, wróćmy myślą do wydarzeń sprzed prawie trzech wieków i przypomnijmy sobie pewien prawie zupełnie zapomniany fakt. Wydarzenie to miało miejsce na długo przed rozbiorami, ale do destrukcji Rzeczpospolitej nieuchronnie prowadziło.   

Mam na myśli traktat w Poczdamie zawarty między Prusami a Rosją 17 lutego 1720 r., w którym to dokumencie strony zobowiązały się do prowadzenia wspólnej polityki wobec Rzeczpospolitej. Tylko tyle i aż tyle! Po prostu wspólnie prowadzona polityka!

W akademiach dyplomatycznych Wschodu i Zachodu poczesne miejsce zajmuje analiza rozwiązań dyplomatycznych, które już miały miejsce w historii. Nie jest możliwe, aby w znanych z profesjonalizmu akademiach niemieckich i rosyjskich, nie studiowano modelowo prostego i modelowo skutecznego traktatu z Poczdamu. Umowa ta na ponad 50 lat zagwarantowała umawiającym się stronom, że ich sąsiad przestanie być podmiotem polityki międzynarodowej wewnętrznie zaś tkwił będzie w nieustającej anarchii. Zastosowanym środkiem było nie użycie siły, ale takie skorumpowanie rządzących Rzeczpospolitą elit, żeby żaden proces modernizacyjny nie mógł być przeprowadzony, w szczególności zaś, aby nie została unowocześniona armia. Działania te prowadzone były przy zachowaniu pozorów praworządności. W ten sposób, rękami polskich elit, stopniowo, przygotowano grunt pod likwidację ich kraju. Rozszerzenie układu o Austrię z 13 września/13 grudnia 1732 wynegocjowane przez rosyjskiego posła w Berlinie Karla G. von Loewenwolda praktycznie przesądziło o dalszym losie państwa Polaków i Litwinów. Z impasu mógłby wyrwać Rzeczpospolitą jedynie konflikt między sygnatariuszami, a i to pod warunkiem posiadania na ten czas patriotycznych elit chcących i potrafiących prowadzić pro-polską politykę, a takich nie było.Friedrich_Wilhelm_I_of_Prussia_1700

Byłoby dziecinadą mieć pretensje do polityków rosyjskich i pruskich, że najlepiej jak umieli dbali o interesy swoich krajów. Wszak, na tym etapie, nie używali przemocy a jedynie strumieni odpowiednio adresowanych pieniędzy. Trudno żeby Prusacy i Rosjanie byli polskimi patriotami.

Odrazę budzą natomiast ówczesne elity Rzeczpospolitej. Od tych panów patriotyzmu można wszak było wymagać, tyle, że oni właśnie nie identyfikowali się z krajem w którym żyli a odniesieniem dla nich były obce stolice.

Czy i ta postawa nie przypomina nam czegoś na wskroś współczesnego? A jeśli tak, to co robić poza podejrzliwym tropieniem ewentualnej zmowy sąsiadów? Otóż sytuacja nasza jest lepsza od sytuacji w jakiej ponad dwa wieki temu znaleźli się nasi pra, pra dziadowie: wówczas przynależność do elity wynikała z urodzenia i ilości posiadanej ziemi. Taką elitę trudno było zmienić. My możemy rządzących nas nieudolnie panów wymienić za pomocą kartek do głosowania. Musimy się tylko zorganizować. Ale to już materiał na zupełnie inna opowieść!

 

Paweł Milczarek 

fot. Fryderyk Wilhelm I, król Prus 1713-1740

Już nie można komentować tego artykułu.