„Polskie obozy koncentracyjne” według Gorzelika

RASBez większego echa odbył się szumnie zapowiadany przez Ruch Autonomii Śląska Dzień Pamięci o Tragedii Górnośląskiej. O co tu chodzi? Jak wyjaśniają organizatorzy o tragedię Ślązaków, która „zaczęła się po wejściu Armii Czerwonej”. Jak pisze Jerzy Gorzelik w liście do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego:  „Do wielotysięcznej rzeszy ofiar represji dołączyli też osadzeni w komunistycznych – zarówno sowieckich jak i polskich – obozach koncentracyjnych. Polscy komuniści jasno deklarowali wolę budowy państwa jednolitego narodowo. Oznaczało to wyeliminowanie całych grup narodowych czy uznanych za „etnicznie niepewne”. Wykorzystywano w tym celu wypędzenia, wysiedlenia, a także eksterminację w obozach, z reguły zwanych w oficjalnej nomenklaturze obozami pracy”.
A więc mamy nową wersję historii – tragedia Śląska nie zaczęła się w 1939 roku najazdem niemieckim na Polskę, tylko w styczniu 1945, kiedy się kończyła. To po pierwsze. Po drugie, wtedy zaczęły działać „polskie obozy koncentracyjne”.  Wreszcie po trzecie, Polska powojenna zaczęła realizować ideę państwa „jednolitego narodowo” a elementy „etnicznie niepewne” eliminować.
Cała akcja propagandowa RAŚ jest robiona niemal oficjalnie, bo rok temu Sejmik Województwa Śląskiego ustanowił Dzień Pamięci o Tragedii Górnego Śląska. Tak oto, wykorzystując chorobę polskich elit na antykomunizm udało się działaczom RAŚ przepchnąć uchwałę, dzięki której w majestacie prawa mogą głosić jawnie antypolskie treści. I co się dzieje? Nic – nikt nie protestuje, bo wykarmieni na ideologii IPN (1945 rok to „nowa okupacja” i „zniewolenie”) politycy postsolidarności nie kiwną palcem, żeby zaprotestować, bojąc się zarzutu, że bronią „komuny”. Na tym przykładzie widać wyraźnie, do czego prowadzi tzw. polityka historyczna realizowana przez IPN z przyzwoleniem polityków postsolidarności. Gorzelik wie o tym i sprytnie to wykorzystuje.
W PRL, dziś uznawanym przez postsolidarność za uosobienie „zdrady narodowej” – nakręcono mnóstwo filmów o tragedii Śląska, by wymienić „Sól ziemi czarnej” Kazimierza Kutza, czy „Ptaki ptakom” Pawła Komorowskiego opowiadający o heroizmie i męczeństwie polskich żołnierzy, górników i harcerzy, którzy stawili opór Niemcom w 1939 roku. Film pokazuje jeden z najbardziej dramatycznych epizodów września 1939 roku – obronę przez harcerzy i harcerki wieży spadochronowej w Katowicach. Po jej zdobyciu Niemcy zaczęli po prostu zrzucać młodocianych obrońców z kilkudziesięciometrowej wysokości.
A w „wolnej” III RP co się nam serwuje? „Polskie obozy koncentracyjne” i zarzut o stosowanie po 1945 roku zasad rasistowskich. No i że tragedia zaczęła się  nie w 1939 roku, tylko w 1945, kiedy nadeszła Armia Czerwona i Polacy. Wcześniej zaś było znakomicie – w ramach  Intelligenzaktion Schlesien zabito ok. 2000 Polaków, potem powstał obóz w Auschwitz, gdzie zginęło 1,5 mln ludzi, w tym 75 tys. Polaków, w styczniu 1945 Niemcy przepędzili przez Śląsk dziesiątki tysięcy więźniów – w ich czasie zginęło 15 tys. ludzi. Ale to nic, prawdziwa tragedia zaczęła się dopiero potem. A ja pytam, co by się z nami stało, gdyby Armia Czerwona nie nadeszła? Pewnie, jak mawiał nawet Józef Beck – pasalibyśmy owce na Uralu (ci, którym pozwolono by żyć), bo taki los szykował nam Hitler i jego szaleńczy współpracownicy. Ale Gorzelik pewnie się tym nie przejmuje, choć i on sam mógłby w ogóle nie przyjść na świat, bo jego dziadkowie i rodzice byli polskimi patriotami. Owszem, w ramach realizowanej po 1945 roku polityki odwetu, wielu mieszkańców Śląska (w większości tych, którzy przyjęli Volkslistę) uznano za zdrajców lub Niemców, ale doprawdy nie zapominajmy o przyczynach takiej polityki i takiego nastawienia. Pamiętajmy też, że politykę odwetu prowadzono wówczas, nieraz równie brutalnie, w Belgii, Holandii czy we Francji. Takie były owoce szaleństw Adolfa Hitlera.
Po drugie, kłamstwem jest twierdzenie, że ówczesna Polska realizowała politykę „państwa jednolitego narodowo”. Przede wszystkim jego ideologiczne filary zakładały zupełnie coś innego, represjom podawano te grupy, które uznano za współpracujące z Niemcami hitlerowskimi (Volksdeutschów) lub te, które prowadziły działalność zbrojną przeciwko państwu – czyli Ukraińców z OUN-UPA. Nie represjonowano natomiast np. Białorusinów, nie mówiąc już o Żydach.
Obchody RAŚ to hucpa i prowokacja. Zdumiewa jednak nie to, lecz brak reakcji władz i mediów. Przełknęły nawet rzucanie nam w twarz zarzutu o istnienie „polskich obozów koncentracyjnych”. Milczy też IPN, bo to on w dużej mierze ponosi winę za tę aurę, która umożliwia RAŚ głoszenie jawnie antypolskich treści.

Jan Engelgard

Komentarze: (1)

 

  1. Wilniuk pisze:

    Z tym podpisywaniem Volkslisty na Śłąsku to nie była taka oczywista sprawa. Jak pamietam to również rząd RP w Londynie akceptował to o ile przyczyniało sie to do uchronienia ludności polskiej bądź to przed eksterminacją bądź w najlepszym wypadku departacją. po wojnie zaś do problemu podchodzono dośc mechanicznie nie rozpatrywano zaś poszczególnych przypadków czy dany osobnik porzestał na podpisaniu Volkslisty czy tez aktywnie działał na szkodę państwa polskiego.